Sztuka Wyboru
lub Zarejestruj aby założyć posty i tematy.

Teściowa i synowa - jak poradzić sobie z trudną relacją?

Witam Szanownych forumowiczów (a w zasadzie głównie forumowiczki 🙂 )

Chciałabym Was zapytać jak radzicie sobie z relacjami z rodzicami męża/żony? Jak Wam się te relacje układają?

Osobiście mam dość „charakterną” teściową, która ma dwóch synów i jest przyzwyczajona do tego, że rodzina jej ustępuje. Zostałam wychowana trochę inaczej niż mój mąż i często na tle relacji z jego rodzicami pojawiają się „zgrzyty”.

Próbuję sobie z tym radzić tłumacząc mężowi wiele różnic w naszym wychowaniu i podejściu rodziców. Nie mniej jednak zawsze nasuwa mi się pytanie na ile to ja - jako osoba „wchodząca” do rodziny - muszę się dostosować, a na ile oni powinni mieć świadomość, ze jednak ja zostałam wychowana trochę inaczej i trochę akceptacji dla tego faktu powinno się w nich znaleźć 😉

Jakie są Wasze doświadczenia?

Zawsze w takiej sytuacji powtarzam sobie, że nie można nikomu zarzucać złych intencji. Moi teściowe to porządni ludzie, wiem, że chcą dobrze dla swojego syna i jego nowej rodziny (czyli dla mnie). Różnice zachowania często wynikają z innych zwyczajów rodzinnych. Jeśli jestem w stanie zachowanie to zaakceptować, to przez szacunek do rodziny męża - podporządkowuję się. Jeżeli jednak coś stoi w absolutnej sprzeczności z moim postrzeganiem świata, to po prostu tłumaczę szczerze, o co mi chodzi, jak ja tę sytuację widzę i proponuję kompromisowe rozwiązanie.

Oczywiście nie mówię o patologii, chamstwie lub złośliwości. Odnoszę się do sytuacji, kiedy obie strony się wzajemnie szanują a mają po prostu różne (obie dobre) wizje spędzania czasu, przygotowywania posiłków itp.

Myślę, że warto w spokoju przemyśleć i nawet sobie wypisać na kartce wszystkie punkty zapalne, a potem punkt po punkcie ustalić sama ze sobą, gdzie można ustąpić, a gdzie nie. Bo czasem tak już jesteśmy rozzłoszczone "młotkowaniem" nas na swoją modłę, że upieramy się nawet w kwestiach, które spokojnie mogłybyśmy odpuścić.

Mnie bardzo irytował obowiązek zdejmowania butów w domu teściowej. Przyjeżdżałam na święta ubrana elegancko, w czółenkach dobranych do sukienki, w których nie brnęłam przez błota, tylko zajechałem samochodem pod drzwi, a tu bach, teściowa wręcza mi w progu puchate bambosze. I złościłam się za każdym razem, aż w końcu przemyślałam sobie to wszystko i uznałam, że teściowa w swoim domu ustala zasady a ja mogę się dostosować bez większych szkód na honorze. I zaczęłam przywozić baleriny na zmianę. Za to jak teściowa u mnie próbuje wprowadzać swoje zasady, to jestem uprzejma, ale twarda jak głaz.

Dzięki przemyśleniu priorytetów moich i teściowej, i świadomej decyzji, gdzie odpuszczam i się poddaję, a gdzie walczę, odzyskałam poczucie sprawczości - nawet jak się ugnę, to jest to moja decyzja. I dzięki temu, że w pewnych kwestiach się uginam,  w innych mogę stawiać moje warunki.

Marto,

mam bardzo podobną sytuację do twojej - mieszkam u teściów, moja teściowa też jest "charakterną" matką dwóch synów. Dodatkowo ja też jestem "charakterna".

Jakoś nawet nam się układa. Mam to szczęście, że trafiłam na kobietę, która wykazuje dużą tolerancję i choć mieszkamy w jednym domu (ale dwóch mieszkaniach), to nie ingeruje w to jak sobie żyjemy. Mamy przestrzeń wspólną o którą razem dbamy i z której wspólnie korzystamy (ogród). Spotykamy się co parę dni na wspólnym ogladaniu filmu, czy meczu (rodzina mojego męża to fani rugby, curlingu i siatkówki).

Czasem wychodzą różnice w wychowaniu, ale jakoś sobie radzę. Najważniejsze to być otwartą, elastyczną i empatyczną osobą. Według mnie wszystkie zakłócenia w relacji synowa-teściowa biorą się właśnie z deficytów tych trzech cech. Jeśli któraś osoba w tej relacji nie jest skłonna do "nagięcia karku", nie stara się wczuć w uczucia drugiej osoby i nie jest na nią otwarta, to będzie poważny problem.

Myślę, że każda z nas czyli żona powinna na początku ustalić reguły wspólnego życia. Teściowe zawsze wiedzą wszystko lepiej, bo to one wychowały naszych mężów i mają już doświadczenie, które my zdobywamy. Nie zawsze jesteśmy w stanie dogadać się z nimi. Najważniejsze dla mnie jest porozumienie z mężem i wzajemne wsparcie.

Jeśli chodzi o teściową okazuję szacunek, ale nie zawsze się z nią zgadzam. Nigdy tego nie ukrywam.

 

Wychodząc za mąż bierzemy w pakiecie całą rodzinę męża. Dobrze sobie to uświadomić przed ślubem i zadecydować, czy chcemy z tymi ludźmi spędzić dalszą część swojego życia. Zwróćmy przy tym uwagę,  że konsekwencją naszej źle podjętej decyzji będą obarczone nasze dzieci. Dlatego uciekałabym gdzie pieprz rośnie od mężczyzny, który nie przeciął pępowiny. Według mnie to sytuacja nie do naprawienia a pretensję możemy mieć tylko do siebie. Znam dwa takie małżeństwa i konflikt i wzajemne animozje trwają od 13 lat.

Zasadą jest, że to mąż ponosi odpowiedzialność za jakość relacji między swoją rodziną a żoną. Pamiętam z dzieciństwa, że mój ojciec, gdy jego mama przyszła do naszego domu bez zapowiedzi, otworzył jej drzwi w slipach i powiedział "nikt mamy tu dziś nie zapraszał".  Gdy mąż trzyma sztamę z mamą i radzi się jej w ważnych kwestiach, jest to poważny problem mogący doprowadzić do rozwodu. Warto wówczas postawić mężowi ultimatum i przeprowadzenia się fizycznie tak daleko by teściowa nie mogła ingerować.

 

 

Moja teściowa ma trochę dominujący charakter, ale też na szczęście ma świadomość, żeby szanować życie innych ludzi. Owszem, czasami się "nakręca" aż nadto, żeby nam coś pomóc albo zorganizować (także w życiu, w domu) i trzeba ją niekiedy stopować, ale akurat wierzę, że intencje ma dobre. Z niektórych jej pomysłów korzystaliśmy, bo były dobre. Inne nie, odmówiłam, wyjaśniłam jakie ja mam podejście i to uszanowała, choć się z tym nie zgadzała 😛