W pierwszym dniu 2023 roku, zainspirowana Kronikami Bolesława Prusa, postanowiłam zaprosić Was w długą podróż do odległej przeszłości. Powtórzę się, ale za każdym razem jest to dla mnie fascynujące zjawisko: kiedy czytam teksty z epoki z całą mocą dociera do mnie, jak bardzo współczesne a powszechne wyobrażenia na temat minionych czasów bywają uproszczone i jednowymiarowe. Kiedy jednak przeniesiemy się do innej epoki (nie ma lepszego wehikułu czasu niż ówczesna prasa) zobaczymy ludzi z krwi i kości, którzy mają swoje motywacje, pragnienia i cele, a przede wszystkim – na których wpływa klimat epoki.
Dzisiaj, w świąteczny poranek, oddaję w Wasze ręce galerię Sztuki Wyboru – projekt, nad którym pracowałam dość długo, lecz w końcu jest. Tym przedsięwzięciem chcę zbliżyć się do sedna SW, a mianowicie do wyszukiwania wśród ogromnej ilości otaczających nas rzeczy tego, co warte uwagi. Oczywiście ocena, czy coś jest warte uwagi, czy też nie, jest zawsze subiektywna, dlatego – oprócz polegania na własnym guście – w moim projekcie posługiwać się będę kilkoma kryteriami, które charakteryzują styl savoir-vivre. Jakie to kryteria?
Świąteczne przyjęcia oraz spotkania w gronie rodziny i przyjaciół to jedne z najelegantszych momentów w roku. Bożonarodzeniowa stylistyka jest zdominowana przez kolor czerwony, ja natomiast chcę dziś pokazać możliwości wykorzystania w świątecznym entourage’u także innych kolorów, które – w nie mniejszym stopniu niż czerwień – mogą podkreślić elegancję tego wyjątkowego czasu.
Im dłużej i wnikliwiej interesuję się savoir-vivre’em, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że istotą kultury osobistej jest język. To, co i w jaki sposób mówimy sprawia, że inni mogą widzieć w nas ludzi kulturalnych lub przeciwnie – nieokrzesanych. I nie chodzi tu o samą tylko poprawność językową, choć ma ona oczywiście duże znaczenie estetyczne, lecz o znajomość pewnych konwencji, których przestrzeganie jest dla praktyków savoir-vivre’u wiążące. O ile konwencje językowe mogą być różne w zależności od miejsca, czasu i sytuacji, o tyle nadrzędna zasada grzeczności wymaga, by zawsze okazywać szacunek partnerowi dialogu. Tylko co właściwie oznacza ten nieco wyświechtany frazes?
W dzisiejszym wpisie odpowiadam na dwa pytania Czytelniczki, z których jedno zasadniczo nie jest pytaniem, tylko refleksją, lecz tak mi się ona spodobała, że postanowiłam się z nią zmierzyć. Dodałam więc od siebie obszerny komentarz, w którym staram się pokazać, dlaczego savoir-vivre może kojarzyć się z opresją, wydawaniem sądów ex cathedra i ogólnie: manifestacją wyższości.
O kuchni bezmięsnej przyjęło się mówić z pewnym lekceważeniem, jak o fanaberii działaczy proekologicznych. Tymczasem nihil novi sub sole, ten sposób odżywiania się był znany i praktykowany już w starożytności. Co ciekawe, wówczas w grę wchodził jedynie argument natury etycznej, w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, w których postuluje się ograniczenie spożycia mięsa także ze względów zdrowotnych. Cyceron (106 p.n.e. – 43 p.n.e.) głosił: „Co oddać mamy zwierzętom? Bo wszak nie jacyś tam przeciętni ludzie, ale wybitni i uczeni, Pitagoras i Empedokles, utrzymują, że prawa wszystkich istot żywych są jednakie i głośno wołają, iż jak najsurowsze kary grożą tym, którzy zadają gwałt zwierzętom”*.
Maria i Stanisław Ossowscy byli ludźmi niezwykłymi i, jak mi się zdaje po lekturze książki, zdecydowanie niereprezentatywnymi nawet dla środowiska, w którym się obracali, tj. środowiska akademickiego. Ich niezwykłość polegała na tym, że będąc ze sobą symbiotycznie związani uczuciowo, potrafili jednocześnie dawać sobie nieograniczoną przestrzeń do indywidualnego rozwoju intelektualnego. Szacunek i wsparcie, jakie każde z nich żywiło dla dokonań drugiego, jest tym, co warto podpatrzeć u tej wyjątkowej pary.
W urządzaniu wnętrz, podobnie jak w konfekcji, zmieniają się mody. Tymczasem we wnętrzarskim stylu savoir-vivre, jeszcze bardziej niż w przypadku takiejże garderoby, chodzi o pewną stałość. Klasyczne wnętrza mają dać nam i naszym bliskim poczucie zakorzenienia i oparcia, poczucie posiadania swojego miejsca na ziemi. I choć na poczucie bezpieczeństwa składa się więcej czynników niż tylko klasyczny entourage, to nie sposób zaprzeczyć, że styl ten ma w owej kwestii duży potencjał. A generatorem domowego ciepła jest tu zazwyczaj kuchnia.
Dzisiaj powrócę do wpisu pt. „Uniwersum savoir-vivre’u, czyli jak rozpoznać pokrewną duszę?”, a konkretnie do komentarza, który się pojawił pod tym wpisem. Jedna z Czytelniczek wyraziła targające nią rozterki:
„Ten wpis sprawił, że pojawiło się w mojej głowie pytanie: jak to wszystko pogodzić ze swoim charakterem / temperamentem? Przykładowo – nie jestem zbyt towarzyską osobą. Osobą, z którą najczęściej się widuję (poza mężem oczywiście) jest moja najmłodsza siostra – kontaktujemy się ze sobą kilka razy w tygodniu, spotykamy się średnio co trzy miesiące. Kontakty z współpracownikami wystarczają mi aż nadto i kiedy wracam do domu, jedyne o czym marzę to cisza, spokój, praca w ogródku czy nowa książka lub serial anime (jestem fanką 😉 ).
Wbrew pozorom zimą łatwiej niż latem możemy osiągnąć wizerunkowy efekt elegancji. Zimą mamy do dyspozycji akcesoria, które jednoznacznie z elegancją się kojarzą: szale, rękawiczki, a w szczególności nakrycia głowy. O ile podczas ciepłych pór roku noszenie eleganckiego nakrycia głowy (poza plażą) może uchodzić za pewną ekstrawagancję, o tyle zima daje usprawiedliwienie tym z nas, które kochają czapki, kapelusze, berety czy turbany.
Znalezienie wśród ogromnej ilości otaczających nas rzeczy tego, co nie tylko ładne, ale również wartościowe, pochłania, oprócz środków finansowych, dużą ilość czasu i energii. Dlatego, jeśli nie jest się osobą dobrze sytuowaną, albo nie ma się czasu na poszukiwania, można skutecznie się zniechęcić do pomysłu budowania swojej garderoby zgodnie z zasadami eleganckiego kodu ubioru.
Dostatek sprzyja pięknemu życiu. Można wówczas z rozmachem urzeczywistniać jego wytyczne. Można np. kupować obrazy w galerii sztuki, korzystać z usług krawca i odbywać podróże w interesujące zakątki (co najmniej) Europy, bo gdzieś tam odbywa się akurat wystawa prac naszego ulubionego artysty. W ograniczonym budżecie też można jednak znaleźć pewną zaletę: uczymy się na nim trudnej sztuki wyboru, a także uruchomiamy inwencję, szukamy pomysłów na życie… najpiękniejsze, na jakie nas stać.
Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, dla rodziców staje się ono oczkiem w głowie i centrum wszechświata. I nie ma w tym nic dziwnego, tak właśnie powinno być w kochających rodzinach, szczególnie na początkowych etapach rozwoju malucha: noworodkowym, niemowlęcym i wczesnodziecięcym. Jednocześnie warto, aby młodzi rodzice wzięli pod uwagę fakt, że dla reszty świata ich skarb jest po prostu zwyczajnym dzieckiem, jednym z wielu. Od tego, jak ze swoim potomkiem odnajdą się w sferze publicznej i towarzyskiej, w dużej mierze będzie zależał sposób, w jaki ludzie będą patrzeć na samo dziecko – czasem zakłócające spokój, czasem niesforne, jak to dziecko.
„A ja marzę o wpisie na temat tego – jak się nie spieszyć. Nie, nie jak się nie spieszyć na urlopie, tylko jak się nie spieszyć w życiu. Dajmy na to, posiadamy odpowiednie ubrania, biżuterię, bogaty księgozbiór w domu, kilka dzieł sztuki, mamy pewne obeznanie i wyrobiony gust. Tylko, że jest XXI wiek, nie mamy służby, która odciążyłaby nas, a wręcz raczej nasz czas zabiera praca przynajmniej na pół etatu. I jak tu w czas i jedno życie człowieka XXI wieku pomieścić rodzinę, pracę, tak zwany rozwój osobisty, podróże, czytanie książek, bywanie itd…. aby właśnie się nie spieszyć”.