W listach od Czytelniczek często pojawia się pytanie, czasem zadane nie wprost: czy zawsze można zachować elegancję? A co z sytuacjami, kiedy dopada nas jakiś kryzys: zniechęcenie, choroba, brak czasu dla siebie? Sądzę, że zachowanie elegancji w trudnych chwilach nie jest łatwe, lecz jest możliwe, ale tylko wtedy, kiedy ma się do tego przygotowaną odpowiednią bazę. Baza to coś w rodzaju logistyki życia codziennego – planujemy w oparciu o przewidywanie tego, co może się wydarzyć, a więc również sytuacji kryzysowych (nietypowych, rzadkich).
Z komentarza Czytelniczki: Droga Hal, istnieje gdzieniegdzie, głównie u starszego pokolenia (60+) zjawisko niezapraszania i niewychodzenia z inicjatywą w kontaktach, szczególnie z młodszym pokoleniem, mającego być przejawem, hm, taktu? Unosi się nad tym niezwerbalizowana intencja, że „nie chcę się narzucać”, „co im będę głowę zawracać”, „jak będą mieli czas, to sami wpadną/zadzwonią”, „swoi nie muszą się zapowiadać”, „rodziny nie trzeba zapraszać”. Nie jest też respektowana reguła wzajemności.
Z listu Czytelniczki: We wrześniu tego roku bierzemy z Narzeczonym ślub kościelny, po nim zaplanowane jest wesele. To nasza wolna decyzja, jednak muszę wspomnieć, że prawie 6 lat temu wychodziłam za mąż, a małżeństwo to zostało uznane za nieważnie zawarte wyrokiem Sądu Biskupiego. Moja wątpliwość tyczy się zaproszenia gości z mojej strony. Mam na uwadze zasady SV, jednak uczucia czasem dyktują coś innego.
Typowe podręczniki etykiety mogą być niezwykle pomocne w przyswajaniu umiejętności odnajdywania się w różnych sytuacjach społecznych. Jednak nie zawsze wystarczająco naświetlają one kontekst danej sytuacji. Często pomijają drobne elementy jakiegoś zdarzenia, które można zauważyć dopiero przy dokładnej obserwacji, a które jednak znacząco wpływają na jego specyfikę. Tymczasem w przypadku form, którymi mamy się posługiwać w sposób skuteczny i zarazem estetyczny, kontekst sytuacyjny to podstawa.
Kontynuując temat z ostatniego wpisu, a mianowicie – podróży w stylu klasycznym, dzisiaj podejmę wątek toreb podróżnych, które z pewnością, jak i stroje zaprezentowane w poprzednim wpisie, nie są typem bagażu widywanym na co dzień w pociągach i samolotach. Nie mamy tu oczywiście do czynienia z torbami podróżnymi w jedynym i ścisłym tego słowa znaczeniu, bo tym atrybutem pozostają polipropylenowe walizki na kółkach. Mowa tu o torbie, która pasuje stylem do stroju podróżnego w rozumieniu klasycznego kodu ubioru: skórzanej, w miarę niewielkiej, dość miękkiej, czyli tak zwanej torbie weekendowej. Niemniej może być ona przydatna nie tylko w podróży.
Niezależnie od tego w jaki sposób podróżujemy: samolotem, koleją czy samochodem, chcemy czuć się w podróży swobodnie. Swoboda jest zazwyczaj podstawowym, a nawet jedynym kryterium, które bierzemy pod uwagę przy wyborze stroju podróżnego. Muszę jednak przypomnieć, że „swobodny” w rozumieniu klasycznego kodu ubioru oznacza coś zupełnie innego niż „swobodny” w rozumieniu potocznym. Posługując się kryteriami wyznaczanymi przez klasyczny kod ubioru, stroje podróżne kwalifikujemy do segmentu strojów codziennych, lekko tylko zahaczając o segment ubiorów swobodnych.
W pierwszym dniu 2023 roku, zainspirowana Kronikami Bolesława Prusa, postanowiłam zaprosić Was w długą podróż do odległej przeszłości. Powtórzę się, ale za każdym razem jest to dla mnie fascynujące zjawisko: kiedy czytam teksty z epoki z całą mocą dociera do mnie, jak bardzo współczesne a powszechne wyobrażenia na temat minionych czasów bywają uproszczone i jednowymiarowe. Kiedy jednak przeniesiemy się do innej epoki (nie ma lepszego wehikułu czasu niż ówczesna prasa) zobaczymy ludzi z krwi i kości, którzy mają swoje motywacje, pragnienia i cele, a przede wszystkim – na których wpływa klimat epoki.
Dzisiaj, w świąteczny poranek, oddaję w Wasze ręce galerię Sztuki Wyboru – projekt, nad którym pracowałam dość długo, lecz w końcu jest. Tym przedsięwzięciem chcę zbliżyć się do sedna SW, a mianowicie do wyszukiwania wśród ogromnej ilości otaczających nas rzeczy tego, co warte uwagi. Oczywiście ocena, czy coś jest warte uwagi, czy też nie, jest zawsze subiektywna, dlatego – oprócz polegania na własnym guście – w moim projekcie posługiwać się będę kilkoma kryteriami, które charakteryzują styl savoir-vivre. Jakie to kryteria?
Świąteczne przyjęcia oraz spotkania w gronie rodziny i przyjaciół to jedne z najelegantszych momentów w roku. Bożonarodzeniowa stylistyka jest zdominowana przez kolor czerwony, ja natomiast chcę dziś pokazać możliwości wykorzystania w świątecznym entourage’u także innych kolorów, które – w nie mniejszym stopniu niż czerwień – mogą podkreślić elegancję tego wyjątkowego czasu.
Im dłużej i wnikliwiej interesuję się savoir-vivre’em, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że istotą kultury osobistej jest język. To, co i w jaki sposób mówimy sprawia, że inni mogą widzieć w nas ludzi kulturalnych lub przeciwnie – nieokrzesanych. I nie chodzi tu o samą tylko poprawność językową, choć ma ona oczywiście duże znaczenie estetyczne, lecz o znajomość pewnych konwencji, których przestrzeganie jest dla praktyków savoir-vivre’u wiążące. O ile konwencje językowe mogą być różne w zależności od miejsca, czasu i sytuacji, o tyle nadrzędna zasada grzeczności wymaga, by zawsze okazywać szacunek partnerowi dialogu. Tylko co właściwie oznacza ten nieco wyświechtany frazes?
W dzisiejszym wpisie odpowiadam na dwa pytania Czytelniczki, z których jedno zasadniczo nie jest pytaniem, tylko refleksją, lecz tak mi się ona spodobała, że postanowiłam się z nią zmierzyć. Dodałam więc od siebie obszerny komentarz, w którym staram się pokazać, dlaczego savoir-vivre może kojarzyć się z opresją, wydawaniem sądów ex cathedra i ogólnie: manifestacją wyższości.
Maria i Stanisław Ossowscy byli ludźmi niezwykłymi i, jak mi się zdaje po lekturze książki, zdecydowanie niereprezentatywnymi nawet dla środowiska, w którym się obracali, tj. środowiska akademickiego. Ich niezwykłość polegała na tym, że będąc ze sobą symbiotycznie związani uczuciowo, potrafili jednocześnie dawać sobie nieograniczoną przestrzeń do indywidualnego rozwoju intelektualnego. Szacunek i wsparcie, jakie każde z nich żywiło dla dokonań drugiego, jest tym, co warto podpatrzeć u tej wyjątkowej pary.
W urządzaniu wnętrz, podobnie jak w konfekcji, zmieniają się mody. Tymczasem we wnętrzarskim stylu savoir-vivre, jeszcze bardziej niż w przypadku takiejże garderoby, chodzi o pewną stałość. Klasyczne wnętrza mają dać nam i naszym bliskim poczucie zakorzenienia i oparcia, poczucie posiadania swojego miejsca na ziemi. I choć na poczucie bezpieczeństwa składa się więcej czynników niż tylko klasyczny entourage, to nie sposób zaprzeczyć, że styl ten ma w owej kwestii duży potencjał. A generatorem domowego ciepła jest tu zazwyczaj kuchnia.
Wbrew pozorom zimą łatwiej niż latem możemy osiągnąć wizerunkowy efekt elegancji. Zimą mamy do dyspozycji akcesoria, które jednoznacznie z elegancją się kojarzą: szale, rękawiczki, a w szczególności nakrycia głowy. O ile podczas ciepłych pór roku noszenie eleganckiego nakrycia głowy (poza plażą) może uchodzić za pewną ekstrawagancję, o tyle zima daje usprawiedliwienie tym z nas, które kochają czapki, kapelusze, berety czy turbany.