Znalezienie wśród ogromnej ilości otaczających nas rzeczy tego, co nie tylko ładne, ale również wartościowe, pochłania, oprócz środków finansowych, dużą ilość czasu i energii. Dlatego, jeśli nie jest się osobą dobrze sytuowaną, albo nie ma się czasu na poszukiwania, można skutecznie się zniechęcić do pomysłu budowania swojej garderoby zgodnie z zasadami eleganckiego kodu ubioru.
Dostatek sprzyja pięknemu życiu. Można wówczas z rozmachem urzeczywistniać jego wytyczne. Można np. kupować obrazy w galerii sztuki, korzystać z usług krawca i odbywać podróże w interesujące zakątki (co najmniej) Europy, bo gdzieś tam odbywa się akurat wystawa prac naszego ulubionego artysty. W ograniczonym budżecie też można jednak znaleźć pewną zaletę: uczymy się na nim trudnej sztuki wyboru, a także uruchomiamy inwencję, szukamy pomysłów na życie… najpiękniejsze, na jakie nas stać.
Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, dla rodziców staje się ono oczkiem w głowie i centrum wszechświata. I nie ma w tym nic dziwnego, tak właśnie powinno być w kochających rodzinach, szczególnie na początkowych etapach rozwoju malucha: noworodkowym, niemowlęcym i wczesnodziecięcym. Jednocześnie warto, aby młodzi rodzice wzięli pod uwagę fakt, że dla reszty świata ich skarb jest po prostu zwyczajnym dzieckiem, jednym z wielu. Od tego, jak ze swoim potomkiem odnajdą się w sferze publicznej i towarzyskiej, w dużej mierze będzie zależał sposób, w jaki ludzie będą patrzeć na samo dziecko – czasem zakłócające spokój, czasem niesforne, jak to dziecko.
„A ja marzę o wpisie na temat tego – jak się nie spieszyć. Nie, nie jak się nie spieszyć na urlopie, tylko jak się nie spieszyć w życiu. Dajmy na to, posiadamy odpowiednie ubrania, biżuterię, bogaty księgozbiór w domu, kilka dzieł sztuki, mamy pewne obeznanie i wyrobiony gust. Tylko, że jest XXI wiek, nie mamy służby, która odciążyłaby nas, a wręcz raczej nasz czas zabiera praca przynajmniej na pół etatu. I jak tu w czas i jedno życie człowieka XXI wieku pomieścić rodzinę, pracę, tak zwany rozwój osobisty, podróże, czytanie książek, bywanie itd…. aby właśnie się nie spieszyć”.
Perły są bez wątpienia symbolem klasycznej elegancji. Jeśli mówimy o strojach klasycznych, to perły pasują właściwie do każdej kategorii klasycznego kodu ubioru. Biżuteria z pereł świetnie pasuje do strojów z kategorii formalnej i codziennej, co do tego nie mamy raczej żadnych obiekcji. Lecz, co ciekawe, perły dobrze komponują się nawet ze strojami z kategorii swobodnej, przy czym oczywiście muszę tu zaznaczyć, że w eleganckim kodzie ubioru strój swobodny oznacza coś zgoła innego niż w potocznym wyobrażeniu.
Na wstępie uściślę, że mówiąc o „górskiej wycieczce”, nie mam tu na myśli wyprawy na ośmiotysięczniki, ani też wyczynowego przemierzania czarnych szlaków w Tatrach. Myślę raczej o łagodnych trasach widokowych, które można przebyć w Bieszczadach, Beskidach, a także na niższych piętrach Tatr. Z myślą o takich właśnie rekreacyjnych wędrówkach przygotowałam kilka sugestii ubraniowych, które – jak sądzę – i tak spotkają się z pewnym zaskoczeniem.
Po raz kolejny odwołam się do cytatu, który wydaje mi się niezwykle trafny z punktu widzenia estetyki, a także savoir-vivre’owych imponderabiliów:
„Pojedziemy do Zaleszczyk. Pani Maryna ma pensjonat nad samym Dniestrem. Trzeba żebyście raz pomieszkali w prawdziwie szykownym miejscu. Nie tam żadne hotele pierwszej kategorii dla nowobogackich. Drewniany dom, piękne pokoje, świetne jedzenie (…)”. (S. Grodzieńska, Urodził go „Niebieski Ptak”, Warszawa 1988).
Gest to nie tylko ruch ręki, którym chcemy podkreślić to, o czym mówimy albo nawet zastąpić jakieś słowo. Gestem można też nazwać wspaniałomyślny czyn, którego dokonujemy z patosem i dla osiągnięcia zaplanowanego efektu. Dzisiaj jednak chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno – najszersze – znaczenie słowa „gest”. Postaram się przedstawić gest jako podstawowy środek wyrazu dla eleganckiego stylu bycia.
Dla osoby, która jest świadoma siły wizerunku, takie szczegóły jak portfel czy chusteczki, wyjmowane z torebki mimochodem, a jednak często, nie są obojętne. Rzeczy, których używamy na co dzień współtworzą nasz obraz, a także odzwierciedlają potrzeby, gust i ogólny stosunek do estetyki przedmiotu. Jeśli pieniądze nosimy w portfelu, karty w etui, a okulary w specjalnie do tego przeznaczonym futerale, oznacza to, że prawdopodobnie lubimy dbać o swoje rzeczy. A dbanie o rzeczy, w XXI wieku ma wymiar już nie tylko estetyczny.
Ubieranie się według zasad kodu ubioru nie oznacza, że wszystkie mamy wyglądać jak spod jednej sztancy. Określenie dress code według potocznego i powierzchownego rozumienia oznacza nudną garsonkę i buty na wysokim obcasie. Tymczasem kod ubioru to coś dużo, dużo więcej. Przede wszystkim jest to coś, co – na przekór szablonowemu mniemaniu – wprowadza w życie codzienne sporą dawkę urozmaicenia, a jednocześnie, i tu paradoks: trochę nam to życie systematyzuje.
„Droga Hal,
piszę do Ciebie z sezonowymi wątpliwościami dotyczącymi egzaminów, uroczystości szkolnych, zakończenia roku (a niebawem także rozpoczęcia), immatrykulacji itp.
1) Uczniom i uczennicom wypada założyć białą koszulę i ciemny dół, a jaki strój wg s-v obowiązuje drugą stronę, czyli nauczycieli (oraz rodziców)?
2) Jakie kwiaty wypada wręczać nauczycielom? Wiem, że nie powinny być to czerwone róże, ale pytam głównie o to, czy są jakieś zasady pozwalające zorientować się, czy bukiet nie jest zbyt okazały lub za skromny? Jak szybko ocenić, czy coś co proponuje nam kwiaciarnia, nie będzie tandetne, kiczowate, w złym guście? To jest dla mnie zawsze trudny temat – jak wybrać bukiet nie za mały i nie za duży na odpowiednią okazję, a przy tym gustowny?”.
Dzisiaj podzielę się z Wami odkryciem, jakiego dokonałam kilka dni temu przeglądając Facebooka. Zanim jednak to zrobię, w kilku słowach opowiem, co skłania mnie do korzystania z tego serwisu i dlaczego pomimo całej jego złej sławy… lubię to.
„Z ogromną przyjemnością śledzę Pani blog i bardzo sobie cenię informacje w nim zawarte. Szczególnie doceniam wskazówki dotyczące zagadnienia klasyki w praktyce i stosowności ubioru. Pozwolę sobie jednak zadać pytanie na temat relacji stosowności i mody, nawiązując do wpisu z 05.07.20. Jak można zinterpretować utrzymujący się od dłuższego czasu trend noszenia sukienek „bieliźnianych” (slip dress) na różne okazje, zwłaszcza w kontekście nowoczesnej klasyki, tzw. klasyki z twistem? Czy można uznać to za kombinację już dopuszczalną w kategorii codziennej lub smart casual? Czy raczej może być zarezerwowana na „czerwony dywan” i rozdanie Oskarów? A może jest zupełnie niedopuszczalna poza sypialnią? Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź”.
„W pracy czasem wchodzę do pokoju, w którym siedzą mężczyźni i czuję się niekomfortowo jak ja stoję a oni rozmawiają ze mną siedząc. Ja po 60-tce – oni dużo młodsi. Rozumiem, że nie muszą wstawać, jeśli ja przyszłam z pytaniem, ale niekiedy zatrzymują mnie przeciągając rozmowę. Gdy ja miałam np. 50 lat a przychodził starszy szef, to nie wyobrażałam sobie, że nie wstanę na przywitanie. W Anglii to był już dla mnie szok, kiedy żaden mężczyzna nie wstawał, nawet jak się przedstawiałam i widział mnie pierwszy raz. Jedyną osobą, która wstawała gdy wchodziłam była niewiele ode mnie młodsza kobieta, co z kolei też mnie krępowało, że ona wstaje. W Polsce z reguły wstają starsi mężczyźni, a wśród młodszych ci lepiej wychowani. Jeśli jest krzesło wolne od razu siadam, aby nie musieli wstawać. Jak to powinno wyglądać w biurze?”.