Savoir-vivre rozumiany jako sztuka, a nawet filozofia życia, ma bardzo duży potencjał wychowawczy. Trzonem savoir-vivru są: uważność, dyplomacja, grzeczność językowa i gestualna, troska o wspólne dobro, dbałość o relacje międzyludzkie począwszy od tych najprostszych jak kontakty, interakcje poprzez stosunki, aż po więzy i tożsamość. Wychowanie, czyli to, co zdarza się pomiędzy rodzicami a dziećmi, jest najbardziej zaawansowaną i jednocześnie najbardziej skomplikowaną międzyludzką relacją. To, jaką formę nadamy tej relacji może być dla dziecka albo obciążeniem, albo najcenniejszym kapitałem, czymś w rodzaju talizmanu, z którym wyruszy ono w swoją przyszłość.
Zasada stosowności, zwana także zasadą taktu, mówi o właściwym dla sytuacji, a więc dla miejsca, czasu i akcji doborze środków wyrazu, jakimi są ubrania. Poprzez dobór stroju odpowiedniego do sytuacji wyrażamy zarówno znajomość norm obyczajowych, jak i znajomość podstawowych zasad estetyki. Według tej klasycznej zasady nasze ubranie ma pasować stylistycznie do tła, na którym występuje. Tłem jest oczywiście określona sytuacja, czyli np. wesele, pogrzeb, praca, zakupy, spacer. Zauważmy, że w obrębie poszczególnych sytuacji mogą dodatkowo pojawiać się różne ich odmiany i gatunki: praca może być fizyczna albo umysłowa, przyjęcie weselne może być kameralne bądź huczne, a spacer może odbywać się eleganckimi parkowymi alejkami, albo błotnistymi leśnymi bezdrożami. Każda z tych sytuacji stwarza odrębne tło, które domaga się pasującego do niego stroju.
Przywykliśmy sądzić, że jeansy są współczesnym uniformem. Zastanawiam się, czy potraktowanie dżinsów jako uniformu ma sens, ponieważ definicja słowa uniform zakłada, że jest to ujednolicony ubiór wyróżniający członków jakiejś organizacji lub grupy np. zawodowej. Tymczasem jeansy noszą dziś po prostu wszyscy i chyba nie przesadzę jeśli powiem, że także wszędzie, niezależnie od sytuacji, miejsca i czasu. Jeansy stały się jakby kategorią samą w sobie. Elegancja natomiast podchodzi do jeansów powściągliwie, tzn. zaleca noszenie ich – zasadniczo – tylko w kategorii swobodnej.
W poprzednim wpisie duże wątpliwości wywołał punkt dotyczący pożyczek, a konkretnie tego, że według zasad savoir-vivre upominanie się o zwrot pożyczonych pieniędzy (lub rzeczy) jest małostkowe. Dziś postaram się ten temat rozszerzyć i wyjaśnić, na czym rzecz tu polega.
Niedawno do mojej rodziny dołączył pies. Leoś, golden retriever o śmietankowym umaszczeniu ma teraz trzy miesiące. Jest uroczy. Spotkało nas jednak to, co dotyka wielu ludzi przyjmujących pod swój dach psy, szczególnie te, które słyną z łagodnego usposobienia i łatwości w wychowywaniu. Otóż każdy z nas, domowników, założył, że skoro psy rasy golden retriever są postrzegane jako łagodne i rodzinne, to Leoś będzie taki od urodzenia i bez żadnego naszego zaangażowania. Tymczasem codziennie przekonujemy się o tym, że jest zupełnie inaczej…
Dziś powracam do wątku sprzed kilku lat, który co jakiś czas bywa wznawiany i to szczególnie przez mężczyzn. Ciekawa jestem, co Czytelniczki sądzą na temat spostrzeżeń panów. A są one takie:
Czytelnik X:
Droga od stolika na parkiet bywa tłoczna i wtedy ja toruję drogę. Czy mogę wziąć partnerkę za rękę? Pytam, bo taki gest jest dość intymny a skierowany wobec również obcej osoby, którą odrywam od męża. Jedyne usprawiedliwienie jest takie, że w tańcu i tak dojdzie do dotyku ale wolę zapytać jak to Panie widzą.
Warto, by nie tylko osoby, które należą do branży restauratorskiej wiedziały, czym charakteryzują się poszczególne style obsługi gości przy stole, bo przecież każdy z nas przy stole zasiada. Zasiadamy przy nim zarówno jako goście, jak i gospodarze przyjęć i różnego rodzaju spotkań, które czasem odbywają się w domach prywatnych, a czasem w restauracjach. Zauważyłam, że dzisiaj, choć bardzo dużą wagę przywiązujemy do przyrządzania jedzenia (świadczy o tym chociażby ogromna ilość programów kulinarnych), to cały entourage związany ze spożywaniem posiłków przestaje się liczyć. Przypominając sobie poprzedni wpis zauważymy, że to zjawisko również jest pokłosiem wyparcia ze sfery publicznej konwencji i form.
Klasyczna garderoba nie istnieje bez marynarki. Marynarka może występować w komplecie ze spódnicą, zestaw przyjmuje wówczas formę kostiumu, lub ze spodniami tworząc damski garnitur. Niezależnie od tego, w jakiej konfiguracji zdecydujemy się ją nosić, marynarka jest filarem, bazą, podstawą, czymś nieodzownym w klasycznej garderobie.
Broszki swój rodowód wywodzą od drogocennych guzików, zwanych też guzami, których funkcja była praktyczna, jak również dekoracyjna oraz statusowa. Ubiory dawne noszone przez bardzo zamożną arystokrację wykończone bywały guzikami brylantowymi, szafirami oprawianymi w złoto i innymi drogocennymi kamieniami oraz złotymi guzami, rzeźbionymi lub zdobionymi filigranem. Na przestrzeni wieków takie drogocenne guziki ewoluowały, np. w jeden ozdobny (już nie tak kosztowny) guzik przy płaszczu, w którym reszta prostych guzików chowana jest pod listwą. Ozdoby te, w formie jednego rzucającego się w oczy jubilerskiego guzika, nazywano butonami. Stąd już tylko o krok do broszki, która nie jest – jak typowy buton – przymocowana na stałe, ale można ją umieszczać w dowolnym miejscu ubrania.
Zarówno książka jak i film, który dziś chcę Wam zarekomendować dotyczą w gruncie rzeczy tego samego zjawiska: pokazują, jak różnice pomiędzy ludźmi, intencjonalnie podkreślane np. w doktrynach niektórych systemów społecznych, mogą stać się granicą nie do pokonania, przepaścią. A w ekstremalnych sytuacjach nawet więcej – motywem do zbrodni. Książka Macieja Zaremby Bielawskiego „Dom z dwiema wieżami” mieści się w nurcie literatury ambitnej, film „Green Book” to z kolei gatunek popularny, tzw. poprawiający samopoczucie w znaczeniu: dający nadzieję, że świat może być fajny, jeśli tylko się trochę postaramy.
Nad zwodniczą siłą fasady rozmyślam od dawna. Będąc zafascynowana savoir-vivre’m jako stylem życia opartym na bazie piękna wywodzącego się z antycznej koncepcji ideału, jednocześnie rozumiem, że ma on również swoją ciemną stronę i może uwodzić swoich adeptów kontrowersyjnym urokiem nadrzędności. W końcu z tego się wziął.
Luty to jest ten czas, kiedy możemy powoli, bardzo spokojnie zacząć przeglądać swoją garderobę na wiosnę. To jest ten czas, kiedy możemy zastanowić się, co i z czym będziemy nosić kiedy zrobi się cieplej, ile mniej więcej wiosennych zestawów potrzebujemy oraz czy nic nam w tym zakresie nie brakuje. Dlaczego już teraz?
Gdzie jest druga rękawiczka??? Co ta pończocha z lecącym oczkiem robi w szufladzie??? Dlaczego ten szal jest taki pognieciony??? Przypuszczam, że niejedna z nas zadała sobie kiedyś w popłochu takie pytania. Tymczasem najprostszym sposobem na uniknięcie przykrych niespodzianek jest konsekwentne utrzymywanie porządku wśród swoich rzeczy. Odpowiednio wybrane ku temu miejsce oraz niezbędne akcesoria do segregowania i przechowywania niewątpliwie ułatwiają sprawę.
Do przygotowania dzisiejszego wpisu zainspirował mnie komentarz Czytelniczki:
Przyznam, iż wiele razy (z pewnym żalem) rezygnowałam z zakupu skórzanych butów czy skórzanej torebki ze względu właśnie na kokardkę. Zawsze miałam (jak dotąd) obawy, że kokardka na rzeczach dorosłej kobiety to takie infantylne… Dużo myślałam na temat problemu kokardkowego i wyszło mi na to, że to chyba tak jak z kokiem – istotna jest forma! I tak, jak elegancki kok jest sztywny i zwarty, tak kokardka też musi być „zdyscyplinowana”. Niestety mam więcej takich wątpliwości co do rzeczy lub motywów, które na pierwszy rzut oka wydają się być klasyczne, ale potem coś mnie jednak zastanawia – to np. (widziałam, ale nie kupiłam) wisiorek przedstawiający baletnicę, broszka z łabędziem (oddałam koleżance) – czy łabędzie to zawsze kicz? Prawdopodobnie takich zagadek jest więcej, tyle na razie przychodzi mi do głowy…