„Mam pytanie odnośnie podróży. Jaki strój wybrać jeśli podróżuję jesienią? Na dworze pada deszcz, a ja noszę ciężki plecak. Czy w takiej sytuacji jest jeszcze miejsce na elegancję? Czy damie w ogóle wypada podróżować z plecakiem?”
Dziś kilka zdjęć z przymiarki w atelier krawieckim Andells we Wrocławiu. Jak być może pamiętacie, swego czasu właściciel marki zaproponował mi współpracę polegającą na tym, że w jego pracowni zostanie zaprojektowana i uszyta dla mnie garsonka, a ja opiszę wrażenia, które towarzyszyły mi przy zetknięciu się z wysokim krawiectwem miarowym. Etap projektu, wybierania tkaniny i dodatków mamy już za sobą, teraz czas na dokończenie dzieła.
Przyjęcia weselne i związane z nimi obyczaje to temat, który trudno wyczerpać, dlatego dziś odpowiadam na pytanie czytelnika, który ma wątpliwości, jak powinien się zachować w roli partnera świadkowej:
„Dzień dobry. Jaką i czy w ogóle jakąkolwiek szczególną rolę podczas ślubu i wesela pełni partner świadkowej? Moja kobieta upiera się, że nie powinienem pomagać jej przy odbiorze prezentów, itp jednak ciężko mi sobie wyobrazić, że ona biega, uwija się ze wszystkim, dźwiga, a ja siedzę jak basza. Do tego dochodzi kwestia miejsca w kościele. No i samo wesele: ja wyobrażałem to sobie tak, ze powinienem być takim drugim świadkiem, czuwać nad napojami, porządkiem, itp. Jednak moja kobieta twierdzi, że wtedy faktyczny świadek mógłby sie poczuć urażony. Byłbym wdzięczny, jakby Pani zechciała krótko opisać taki wzorzec zachowania partnera świadkowej, uwzgledniając kolejne punkty uroczystości. Pozdrawiam.”
Dzięki rekomendacji Laurki znalazłam książkę, którą śmiało mogę nazwać lekturą obowiązkową dla czytelniczek i czytelników SD. Fabuła tej powieści jest niezwykle prosta: oto dyrektorką szkoły w warszawskim liceum zostaje przystojna, młoda kobieta. Zaczyna uczyć języka francuskiego. Natychmiast staje się obiektem adoracji uczniów, w tym szczególnie głównego bohatera: inteligentnego, nad wyraz dojrzałego erudyty o duszy artysty.
W poprzednim wpisie dotyczącym medycyny estetycznej wspomniałam, że po skończonej rewitalizacji twarzy podzielę się z Wami swoimi odczuciami związanymi z zabiegami, którym poddałam się w gabinecie dra Łukasza Rdzanka w Warszawie. Ten moment właśnie nadszedł.
(Uwaga, wpis zawiera naturalistyczne zdjęcia zabiegów).
Helena Rubinstein. Znaki charakterystyczne: wysokie obcasy, czarne, gładko zaczesane włosy (nigdy nikt nie widział jej w innej fryzurze, niż ciasno upięty koczek tuż przy szyi), okazała biżuteria. Była okropną matką i prawdopodobnie dość jędzowatą szefową. Miała jednak pewną cechę, właściwą ludziom ponadprzeciętnym: odwagę. W czasach, kiedy kobiety traktowano lekceważąco niczym dzieci, Helena Rubinstein wykreowała od zera firmę- imperium i stała się jedną z najbogatszych kobiet współczesnego świata.
Do gabinetu medycyny estetycznej dr Łukasza Rdzanka w Warszawie trafiłam na zaproszenie pani Magdaleny Rdzanek (fot. poniżej), współwłaścicielki gabinetu, a prywatnie… jednej z pierwszych czytelniczek Szkoły Dam. Po raz kolejny przekonałam się jaką niesamowitą wartością dodatkową z prowadzenia bloga są nieplanowane doświadczenia i poznawanie ciepłych, życzliwych, a przy tym interesujących i przedsiębiorczych ludzi. Przyznam się, że nigdy wcześniej nie myślałam o tym, by korzystać z zabiegów medycyny estetycznej. Kiedy jednak pani Magda zwróciła się do mnie z propozycją przetestowania „na własnej skórze” kilku zabiegów w jej gabinecie, pomyślałam, że mogłoby to być bardzo cenne doświadczenie, a przy tym świetna okazja do rozmowy ze specjalistą na tematy niby powszechnie znane, ale często tylko powierzchownie.
W czasach, kiedy bezmyślnie konsumując, coraz bardziej ślizgamy się po powierzchni wszystkiego, a wartości takie jak szacunek dla drugiego człowieka wydają się nam wstydliwie patetyczne, warto poszukiwać źródeł, które pomogą nam przywrócić właściwy sposób widzenia świata. Temat, który dziś podejmuję i książki, które polecam nie należą do łatwych. To są książki, które bolą, poruszają głęboko, są trochę jak operacja na otwartym sercu, której musimy się poddać, bo jest dla nas jedynym ratunkiem. Godzimy się na nią, bo wiemy, że mimo dotkliwego bólu ma szansę nas uzdrowić.
Kiedyś zarówno nakrywanie do stołu, jak i spędzanie przy nim czasu było sztuką samą w sobie, a każdy przedmiot położony na stole miał swoje ściśle określone przeznaczenie. Przedmioty te miały cieszyć oko, ale jednocześnie maksymalnie ułatwiać biesiadnikom konsumpcję tego, co na owym stole postawiono.
Idąc za ciosem postanowiłam przygotować kolejny wpis dotyczący organizacji przyjęcia weselnego. Mam wrażenie, że to jest temat, który trudno wyczerpać:) Dzisiejszy materiał opracowałam inspirując się pytaniami Martyny i Marty M. Zanim jednak odpowiem na konkretne pytania dziewczyn, ogólnie przedstawię role świadków, drużbów i druhen.
Pod wpisem „Osoba towarzysząca, czyli jak elegancko zapraszać gości na oficjalną uroczystość?” pojawiło się wiele ciekawych pytań. Między innymi zostałam poproszona o bardzo konkretną poradę dotyczącą zaproszenia na ślub i wesele członków dalszej rodziny. Pomyślałam, że jest to dobry pretekst, by podjąć temat dyplomacji towarzyskiej oraz związanych z nią reguł i zasad.
Kiedy pan Tomasz Andel, właściciel marki Andells, przysłał do mnie wiadomość z propozycją współpracy, nie przypuszczałam, że będzie to najniezwyklejsza z moich dotychczasowych blogowych przygód. Pan Tomasz zaproponował mi „test” usług swojej pracowni w postaci uszycia dla mnie kreacji, jaką tylko sobie wymarzę. Kreacja ma powstać w usłudze bespoke, tzn. od projektu, poprzez konstrukcję, wybór tkaniny i dodatków wykończeniowych – wszystko wg potrzeb i upodobań klienta…
Dzień dobry wszystkim! Tak oto konkurs „Wehikuł czasu” przeszedł do historii bloga. Wczoraj przechodziłam katusze spośród wszystkich prac wybierając dwadzieścia siedem kolaży, które zakwalifikowałam do ścisłej czołówki. Dalszego wyboru dokonywałyśmy wspólnie z Kasią (z Zalando) drogą eliminacji. Wyglądało to tak, że z tych dwudziestu siedmiu prac Kasia odejmowała trzy, następnie ja odejmowałam kolejne trzy i tak dalej, aż do finałowej dziewiątki, kiedy to Kasia oddała mi palmę pierwszeństwa w wyborze finalistek.
Kiedy patrzymy na fotografie kobiet z innych czasów, poważnych, dostojnych pań zapiętych na ostatni guzik o urodzie niezbyt pociągającej, jak na dzisiejsze wymagania, trudno przychodzi nam zobaczyć w nich realne postacie, które miały swoje charaktery: jakiś gust, emocje, marzenia i wewnętrzne potrzeby. Na pewno czegoś nie znosiły, coś uwielbiały, miały swój ulubiony kolor albo jakąś szczególnie preferowaną część garderoby. Lubię myśleć, że pomimo odmiennej mentalności wynikającej z czasów w których żyły, w gruncie rzeczy ich uczucia były bardzo podobne do naszych 🙂
