Dziś skupiam się na kilku pojęciach, których znaczenie warto przyswoić, aby wiedzieć jakich postaw wystrzegać się, jeśli chcemy budować autentycznie savoir-vivre’owy styl życia. Pojęcia, o których będzie dziś mowa, weszły do obiegu w okresie Młodej Polski, prądu artystycznego przypadającego na lata 1890–1918. Ze strony intelektualistów i artystów, czyli ówczesnych influencerów, pojawiła się wówczas bardzo silna krytyka mieszczańskiego stylu życia.
Konstancja Hojnacka, pisząc w 1939 Współżycie z ludźmi. Kodeks towarzyski, poruszyła większość tematów, które dziś nazywalibyśmy lifestyle’owymi. Między innymi odniosła się do kwestii związanych z urządzaniem mieszkania i użyła terminu, który bardzo przypadł mi do gustu: kultura wnętrza.
Sztuka Wyboru porusza kwestie savoir-vivre’u w sposób nieco bardziej pogłębiony niż dostępne na rynku podręczniki tak zwanego dobrego wychowania czy kursy znanych savoir-vivre’owych influencerów. (więcej…)
W niniejszym wpisie przypomnimy sobie staroświeckie słowo „domator”, którego używa się na określenie kogoś, kto dużo przebywa w domu i nie chce go opuszczać jeśli nie musi, bo po prostu i zwyczajnie lubi życie rodzinne, a także zastanowimy się, czym jest kultura życia domowego.
Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, żeby zauważyć, że współcześni ludzie po uzyskaniu oczekiwanego stopnia wykształcenia i zakończeniu zinstytucjonalizowanej edukacji zamykają w swoim życiu pewien etap związany – ogólnie rzecz biorąc – z pogłębianiem erudycji. Niewiele czytamy, a jeśli już, to treści nieskomplikowane i książki z tak zwanych top list sieciowych księgarni. I, co symptomatyczne, nie robimy tego w jakimś konkretnym, postawionym sobie celu poznawczym.
Etykieta towarzyska, a szczególnie ta jej część, która reguluje kontakty damsko-męskie, estetyzuje życie oraz bardzo je upraszcza. Paradoks współczesności polega na tym, że kontakty pomiędzy mężczyzną a kobietą, pomimo ich powszechności, są dużo trudniejsze niż kiedyś. Dzieje się tak dlatego, że zostały pozbawione formy. Nie dość, że nie potrafimy prowadzić niezobowiązującej rozmowy, to nie znamy podstawowych gestów, znaków czy formuł, będących wyrazem uprzejmości na jej poziomie elementarnym.
Najbardziej elegancką formą składania życzeń wciąż pozostaje przesłanie karty okolicznościowej lub – co jest u nas w niewielkim stopniu praktykowane – przesłanie kwiatów. W następnej kolejności plasuje się rozmowa telefoniczna. Zwykło się sądzić, że rozmowa telefoniczna to najpraktyczniejsza forma składania życzeń, ponieważ przy tej okazji można zamienić parę słów i dowiedzieć się, co słychać u solenizanta.
Przypuszczam, że każda z nas chciałaby być skuteczna i osiągać to, co sobie zaplanuje. O ile bycie skuteczną jest w miarę proste, jeśli wynik końcowy działań zależy tylko od nas, bo po prostu przykładamy się rzetelnie do tego, co mamy zrobić, o tyle prawdopodobieństwo osiągnięcia zamierzonego efektu maleje, gdy powodzenie akcji zależy w jakiejś mierze od osób trzecich.
Mowa jest bardzo czytelnym sygnałem, który pokazuje albo nasze przywiązanie do form, albo ich nieznajomość, ewentualnie odrzucenie. Kiedyś rolę takiego sygnału spełniało także ubranie. O ile rola ubrania jako znaku została już w oficjalnym nurcie obyczajowym całkowicie zdewaluowana, o tyle mowa wciąż pełni swoją funkcję, choć być może nie do końca sobie to uświadamiamy.
Jeśli chcemy wprowadzić w swoim domu savoir-vivre’owe obyczaje, to przede wszystkim nigdy nie oczekujmy od odwiedzających nas ludzi zdejmowania butów. I to – uwaga – niezależnie od tego, jaka aura panuje na zewnątrz. Przyjmując gości, musimy liczyć się z ewentualnym zabrudzeniem wnętrza, a nie ma chyba nic bardziej drobnomieszczańskiego od ochrony swojej podłogi, tudzież innych elementów wyposażenia wnętrz (kanapa, fotele), przed gośćmi.
Człowiek savoir-vivre’u kojarzy się z wyrafinowaniem. Jest to ktoś, kto potrafi docenić piękne i unikalne przedmioty, elegancko się ubiera, a ponadto konsumuje same frykasy i delicje. I w pewnym sensie tak właśnie jest, tyle że owe wyrafinowane frykasy i delicje, to niekoniecznie muszą być produkty uznawane za luksusowe w potocznym rozumieniu tego słowa.
Czy słowo harmonia należy zaliczyć do grona słów zapomnianych? I co ono w ogóle ono oznacza? Harmonia w ogólnym rozumieniu, jest to zgodne funkcjonowanie względem siebie różnych elementów w odpowiednich proporcjach. Harmonia jest podstawą obiektywnego piękna. Możemy mówić o harmonii dźwięków, harmonii barw, harmonijnym życiu, harmonii otoczenia. Mówiąc: harmonijny, zwykle mamy też na myśli – piękny, wywołujący spokój, zrównoważony, proporcjonalny, dopasowany, a także estetyczny. Harmonia jest więc przeciwwagą skotłowanego galimatiasu, grochu z kapustą, pomieszania z poplątaniem, jednym słowem – chaosu.
Często można usłyszeć narzekania na „dzisiejsze czasy”; na to, że nie docenia się w nich piękna, a także wrażliwości rozumianej jako łagodność, subtelność, delikatność. Narzekając, zapominamy jednak o tym, że piękno, podobnie jak wrażliwość, nigdy nie było i nigdy nie będzie potrzebą ogólną i ważną dla wszystkich. Potrzeby wyższe trzeba w sobie świadomie wzbudzać, przekraczając niejednokrotnie swoją niechęć do rzeczy wymagających. Wszystkiego czego wymagamy, wymagajmy zatem od siebie.
Zasadniczo jednym z podstawowych przykazań savoir-vivre’u jest niezauważanie tego, że ktoś w naszym towarzystwie popełnia gafę, błąd czy faux pas. Oczywiście chodzi tu o niezauważanie markowane, bo jeśli dociera do naszej świadomości, że coś niepoprawnego towarzysko się wydarzyło, to tego co zobaczyliśmy lub usłyszeliśmy już nie „odzobaczymy” i nie „odusłyszymy”.