W pierwszej chwili można byłoby pomyśleć, że określenie „prawdziwe ubrania” to tylko figura retoryczna, użyta po to, by wzmocnić przekaz tekstu. Po chwili zastanowienia dojdziemy jednak – mam nadzieję – do wniosku, że w dobie problemu trapiącego damski sektor odzieżowy, w którym dominują plastikowe ubrania klecone naprędce i sprzedawane na podejrzanych platformach sprzedażowych, użycie terminu „prawdziwe ubrania” jest całkowicie uprawnione. Co zatem dokładnie rozumieć pod pojęciem prawdziwych ubrań? Otóż wszystko to, co jest przeciwieństwem naszych doświadczeń z ubraniami na niby, czyli mówiąc krótko – byle jakimi.
Nie jesteśmy w stanie całkowicie i zawsze wystrzegać się sytuacji wymagających zajęcia stanowiska odmiennego od stanowiska naszego rozmówcy czy rozmówców. Oczywiście można przyjąć taktykę unikania tematów, które potencjalnie mogą rodzić scysję czy wywołać różnicę zdań, ale na dłuższą metę taka strategia może powodować więcej szkód niż pożytku. Myślenie, że uda nam się przejść przez życie unikając jakiejkolwiek konfrontacji jest jednak nieco naiwne. Sztuka jak zwykle polega tym, by nawet w sytuacji ekstremalnej pomyśleć o wyborze właściwych środków wyrazu i odpowiednim nastawieniu.
Internet staje się przedłużeniem przestrzeni, w której naprawdę żyjemy, naszego mieszkania, biura czy sali treningowej. W Internecie robimy zakupy, rozkręcamy interesy, uczymy się oraz odwiedzamy znajomych wpadając na ich blogi i profile społecznościowe. W Internecie również występujemy w roli gospodarzy, goszcząc znajomych na swoich stronach profilach i kanałach.
Określenia „bełkot” używamy najczęściej wtedy, kiedy chcemy zasygnalizować, że to, co ktoś mówi, nie ma sensu. Tymczasem możemy tym określeniem opisywać również mowę niestaranną i niewyraźną. Przyjmując ten punkt widzenia zauważymy, że wielu ludzi dziś „bełkocze”, a także „mamrocze”, zamiast mówić. Jeśli zaobserwujemy siebie i swoje otoczenie okaże się, że zazwyczaj mówimy zbyt cicho, a przy tym zbyt szybko, połykając końcówki, a nawet nie dopowiadając zdań do końca. Niestety coraz bardziej przyzwyczajamy się do byle jakiego sposobu mówienia i wydaje nam się, podobnie jak ma to miejsce w przypadku ubrania, że mówiąc starannie i płynnie jesteśmy zbyt formalni, a nawet śmieszni.
W czasach, gdy coraz większa liczba pracowników mogłaby podpisać się pod postulatami żądania realnego wzrostu wynagrodzeń w stosunku do wyników, zaprzestania nierealnych planów sprzedażowych oraz zaprzestania aroganckiego i przedmiotowego traktowania podwładnych warto rozważyć opcję… bycia dobrą – a może nawet swoją własną – szefową.
Elegancka, klasyczna garderoba w gruncie rzeczy nie jest wcale tak skomplikowana, jak mogłoby się w pierwszej chwili wydawać. Składają się na nią głownie ubrania podstawowe, takie jak marynarka, spódnica, spodnie, bluzka, sukienka. W zależności od kategorii: formalnej, codziennej lub swobodnej ubrania te uszyte będą z różnych tkanin (od sztywnych do miękkich, od gładkich po wzorzyste) oraz charakteryzować się będą odmiennymi fasonami.
Jedna z Czytelniczek napisała kiedyś w komentarzu: „Nie jest sztuką chamsko potraktować chamską osobę, tak jak nie jest żadnym wyczynem uprzejmie potraktować osobę uprzejmą. Ale nie odpowiedzieć chamstwem na chamstwo? To dopiero sztuka (…)”. Owszem, to jest sztuka i tak jak w każdej sztuce chodzi tu o wyrobienie pewnych trwałych dyspozycji (łac. habitus), które stają się jak gdyby drugą naturą. Aby dyspozycje mogły się umocnić, ważne są ćwiczenia i systematyczność, a także wytrwałość, ponieważ habitus narasta powoli.
Współczesne kobiety nie przepadają za pojęciem klasyczna elegancja. W potocznym przekonaniu taki styl, mówiąc dosadnie, postarza. Czy to przekonanie jest słuszne? Zależy jak do tego podejść. Na pewno kobieta ubrana w marynarkę, pantofle, apaszkę, trzymająca torebkę w dłoni wygląda poważniej niż ta, która ma na sobie dżinsy, t-shirt, sneakersy i torbę listonoszkę przerzuconą przez ramię.
Dziś po raz kolejny zastanawiam się nad tym, czy mając do dyspozycji naprawdę wiele różnorakich współczesnych udogodnień, które pomagają nam w codziennym życiu, nie popadamy w uzależnienie od wygody. Być może właśnie to sprawia, że każdą nieco bardziej ścisłą formę: ubrania czy zachowania, traktujemy jako dotkliwy dyskomfort.
Wychowanie nigdy nie było takie trudne jak dziś, bo skala łatwych rozwiązań, które są dla dzieci i młodych ludzi dostępne już nawet nie na wyciągnięcie ręki, a tylko na dotknięcie palcem, może być dla nich… demoralizująca.
Zazwyczaj rutyna kojarzy nam się z bezmyślnym kieratem. W niniejszym wpisie spojrzymy jednak na to zjawisko z nieco innej perspektywy. Dobra strona rutyny pomaga nam zrobić to, co ma być zrobione bez oglądania się na innych oraz bez odkładania rzeczy na później, czyli na bliżej nieokreśloną przyszłość. Wiedzą o tym wszyscy, którzy w sposób dobrze zorganizowany prowadzą swoje domostwa. Każdy dom potrzebuje rutyny. Rutyna pomaga nam uczynić życie względnie przewidywalnym.
Pewna młoda kobieta, nazwijmy ją Anna, opowiedziała mi kiedyś o swoich rozterkach dotyczących błędów jakie popełniła, kiedy pracowała w dużej, znanej firmie. Nie pracuje tam już kilka lat, jednak dopiero z perspektywy czasu oraz pod wpływem naszych rozmów o wizerunku potrafi dostrzec to, że nie do końca wykorzystała swój potencjał i swój czas w firmie. Chodzi o tak – wydawałoby się – przyziemny temat jak wygląd. Anna pracowała w jednym z terenowych biur firmy. Powiedzmy, że na prowincji, ale nie głębokiej. Nie miała bezpośredniego kontaktu z klientami, pracowała w dziale wsparcia sprzedaży, czyli w tak zwanym back office.
Kiedy patrząc na ludzi zgodnie idących przez życie myślimy o nich, że są dobrze dobraną parą, zazwyczaj nie zastanawiamy się wnikliwie nad takim stanem rzeczy, choć z reguły – jeśli sami w takim związku nie jesteśmy – patrzymy na nich z lekką nutką zazdrości. Myślimy przede wszystkim o tym, że aby stworzyć taki związek potrzebny jest wzajemny szacunek, zdolność do kompromisu, lojalność. To niewątpliwie prawda, ale najpierw, jako fundament, potrzebne jest coś jeszcze.
Do połowy ubiegłego wieku temat „Jak dobierać dodatki?” praktycznie nie istniał, ponieważ kobiety ubierały się według żelaznych zasad wytyczonych przez elegancję, a dress-code nie przewidywał odstępstw ani wątpliwości. Potem wszystko się zmieniło. Nastała fala kontestowania obowiązujących zasad, która dotyczyła między innymi sposobów ubierania się. Myślę, że teraz nadchodzi ten czas, kiedy sytuacja powoli się stabilizuje, oddając sprawiedliwość klasycznej elegancji, ale też nie odmawiając uroku kontrkulturze szalonych stylizacji.