Pewna młoda kobieta, nazwijmy ją Anna, opowiedziała mi kiedyś o swoich rozterkach dotyczących błędów jakie popełniła, kiedy pracowała w dużej, znanej firmie. Nie pracuje tam już kilka lat, jednak dopiero z perspektywy czasu oraz pod wpływem naszych rozmów o wizerunku potrafi dostrzec to, że nie do końca wykorzystała swój potencjał i swój czas w firmie. Chodzi o tak – wydawałoby się – przyziemny temat jak wygląd. Anna pracowała w jednym z terenowych biur firmy. Powiedzmy, że na prowincji, ale nie głębokiej. Nie miała bezpośredniego kontaktu z klientami, pracowała w dziale wsparcia sprzedaży, czyli w tak zwanym back office.
Dzień Wszystkich Świętych to oprócz Bożego Narodzenia prawdopodobnie najpopularniejsze święto w Polsce. Mówiąc „najpopularniejsze” mam tu na myśli: najbardziej skomercjalizowane. W zalewie coraz większych chryzantem, coraz wymyślniejszych, modnych w danym sezonie zniczy oraz w rywalizacji na suto zastawiony nagrobek gubimy ważny wymiar tej uroczystości. I wcale nie chodzi mi tylko o wymiar duchowy. Postępujący konsumpcjonizm sprawia, że gubimy już nawet wymiar publiczny tego święta.