W dzisiejszym wpisie zastanawiam się nad tym, czym w gruncie rzeczy jest dla nas tęsknota za dawnymi czasami wyrażająca się w stwierdzeniu „kiedyś było lepiej”. Zazwyczaj ludzie w pewnym wieku mówią tak o czasach swojej młodości. Zdarza się jednak, że nawet młodzi ludzie, uwiedzeni pięknem literackich opisów, tęsknią za czasami mocno odległymi i diametralnie różnymi od współczesnych pod względem obowiązującej mentalności. Za czym w takim razie właściwie tęsknimy?
Restauracja bardzo mocno związana jest ze savoir-vivre’owym stylem życia. Fakt, że osoby, które nas obsługują (kelnerzy, szefowie sali, szefowie kuchni) zobowiązane są do drobiazgowego przestrzegania etykiety, czyni z tego miejsca w pewnym sensie sprawdzian również dla naszego stylu bycia.
Restauracja to celebrowanie: chwili, miejsca, towarzystwa, a przede wszystkim – jedzenia. Może to być doświadczenie estetyczne, wnoszące w codzienne życie trochę urozmaicenia.
Zawsze jesienią cieplej i bardziej wnikliwie zaczynam myśleć o domu. Oczywiście mówiąc „dom” nie mam tu na myśli budynku wolno stojącego, a przestrzeń, która kształtuje naszą osobowość i zaspokaja podstawowe mentalne potrzeby, takie jak potrzeba bezpieczeństwa, przynależności i tożsamości. Jeśli dom jest tworzony, prowadzony, doglądany z pełnym zaangażowaniem to bywa, że odwdzięcza się czymś, co nazwać można genius loci, czyli duchem opiekuńczym danego miejsca. To oczywiście ujęcie metaforyczne, które można rozumieć w taki sposób, że dana przestrzeń staje się jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, wyzwalająca sprawczość, świadomość swoich intelektualnych i emocjonalnych możliwości.
Jeśli ktoś czyta Sztukę Wyboru w miarę regularnie, to wie, że niespecjalnie lubię typowe książki o etykiecie i savoir-vivrze rozumianym w sposób uproszczony, a koncentruję się raczej na wyciąganiu wskazówek z literatury pięknej oraz z książek o tematyce socjologicznej. Staram się odnajdywać tam coś więcej, niż mogą zaoferować popularne poradniki i podręczniki dobrego wychowania oraz ogólnie – dobrego życia.
Powiedzmy to sobie otwarcie: żadna z nas nie rodzi się z doskonale wypracowanym, klasycznym gustem, opanowana i oczytana. Tych cech nabieramy (jeśli jesteśmy nimi zainteresowane) podczas dorastania, dojrzewania, na podstawie różnych życiowych doświadczeń, a więc – w procesie edukacji i transformacji.
Co sprawia, że jedne rzeczy (zjawiska, twórczość, idee, przedmioty) postrzegamy jako wyszukane, wartościowe, a inne jako pospolite, niewarte uwagi? I czy gust można w sobie ukształtować? Jedno jest pewne: jeśli chcemy patrzeć na świat przez pryzmat savoir-vivre’u, musimy zmierzyć się z tą refleksją.
Dzisiaj przychodzę tutaj z krótką refleksją, która nasunęła mi się po przeczytaniu komentarza pod wpisem „DIY, czyli czy robienie wszystkiego samodzielnie jest eleganckie?”. Jedna z Czytelniczek przedstawiła tam ciekawy punkt widzenia, dotyczący funkcjonowania w codziennym życiu. Sądzę, że warto tę myśl rozwinąć, co zrobię, przyjmując perspektywą zgodną z intencją autorki komentarza.
Ubrania, które wybieramy do garderobianej bazy powinny charakteryzować się kilkoma cechami: prostotą, stonowanym kolorem, klasycznym fasonem i wysoką (w ramach naszych możliwości finansowych) jakością. Takie jest założenie bazy: budujemy ją za pomocą ubrań gatunkowych i klasycznych po to, by była czymś stałym. Baza, tak jak fundament przy budowie domu, powinna być na tyle mocna, by dawać nam poczucie bezpieczeństwa w każdych okolicznościach.
W otaczającej nas rzeczywistości, a przynajmniej w tej bardziej stradycjonalizowanej jej części, ciągle jeszcze dobrze ma się przekonanie, że w życiu codziennym wszystko trzeba robić samodzielnie. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że to się bardziej opłaca, a także – jest bardziej „swojskie”.
Podstawowe reguły savoir-vivre’u są niezmienne i dotyczą wszystkich, bez wyjątku, sytuacji w życiu codziennym. Jeśli posiadamy tak zwany pakiet startowy, który zawiera narzędzia niezbędne do tego, by tworzyć dobre relacje z ludźmi i dobrą atmosferę w swoim otoczeniu, to będziemy w stanie zastosować je zarówno do prostych interakcji publicznych, jak i do głębokich więzi osobistych.
„Infantylizować” to znaczy sprawiać, że osoba dorosła zachowuje się w sposób niedojrzały i naiwny, właściwy zachowaniu dziecka; określenie to oznacza też proces, w wyniku którego coś staje się prymitywne i bez głębszej myśli. Infantylizowanie kogoś objawia się zazwyczaj traktowaniem go z wyższością oraz z lekceważącą pobłażliwością. Tu warto jednak zauważyć, że sposób traktowania nas przez innych jest zazwyczaj reakcją na to, jak prezentujemy się we wzajemnych interakcjach. Zjawisko infantylizacji jest więc swego rodzaju błędnym kołem: kiedy przyjmujemy postawy infantylne, co wcale nie jest dzisiaj takie rzadkie, inni nie traktują nas poważnie.
Sztuka stołu, do której zalicza się układanie sztućców, nie tylko dodaje elegancji i stylu posiłkom, ale także pokazuje naszą troskę o szczegóły i o estetyczne wrażenia gości. Niezależnie od tego czy organizujemy formalne przyjęcie, czy rodzinny obiad, warto więc znać podstawowe zasady nakrywania do stołu. Poprawne ustawienie nakrycia stwarza na pierwszy rzut oka przyjemną atmosferę podczas posiłków. Dlatego warto poświęcić chwilę na staranne ułożenie ich zgodnie ze sztuką stołu.
Dziś po raz kolejny otworzyłam Dzienniki Anny Iwaszkiewicz przeglądając zaznaczone w nim już wcześniej, podczas pierwszego czytania, fragmenty. Postanowiłam się nimi podzielić, bo znów, wciąż na nowo, odnajduję w nich więź łączącą nas z ludźmi o niby innej, a jednak bardzo podobnej kompleksji emocjonalnej.
Dobre maniery to coś więcej, niż tylko przestrzeganie zasad, to tworzenie przyjemnej atmosfery dla wszystkich. Warto o tym pamiętać, gdy będziemy cieszyć się letnim wypoczynkiem. Plaża to miejsce, gdzie pragniemy odpocząć i podziwiać piękno natury. Aby w pełni tego doświadczyć, warto zadbać o swoje zachowanie i relacje z innymi plażowiczami.