Dzisiaj nie możemy liczyć na żadne zewnętrzne atrybuty, które jednoznacznie wskażą nam, że ktoś jest osobą kulturalną. Ani doskonale skomponowana garderoba, ani wyszukane akcesoria, ani nawet bywanie w miejscach powszechnie uważanych za kulturalne nie świadczą o tym, że ktoś ceni sobie savoir-vivre.
Savoir-vivre to jest pewna idea, myśl przewodnia wyznaczająca cel i kierunek działania, natomiast mnogość interpretacji, różne sposoby rozumienia pojęć, różne nastawienia, różne środowiska, w których wyrastamy, mogą powodować opór przed savoir-vivre’em kojarzonym jako coś opresyjnego. Dzisiaj zatem postaram się wrócić do korzeni i pokazać, że ideały savoir-vivre’u można całkowicie naturalnie i ze swobodą wprowadzać do naszej codzienności, a one tutaj bardzo pasują.
Elegancja, w szerokim rozumieniu tego słowa, to nie tylko ubiór, ale także styl bycia, a idąc jeszcze dalej – styl życia. W ogólnym rozumieniu „styl” to dokonanie wyboru środków wyrazu i obranie kierunku, w którym podążamy przez życie. Współczesny świat obfituje w tak wielką ilość możliwości, że często mamy problemy z powzięciem decyzji, nawet w błahych kwestiach. Chciałoby się zjeść ciastko i mieć ciastko. Elegancja natomiast ma niewątpliwie stanowczy charakter.
Powitania i inne sytuacje wymagające uścisku dłoni dotyczą każdej z nas. Jedna z najczęściej opisywanych przez kobiety sytuacji – można powiedzieć, że to klasyk – przebiega następująco: stoimy w mieszanym towarzystwie kilku osób, podchodzi do naszej grupy kolega i wita się z mężczyznami przez podanie ręki, a panie całkowicie pomija. Czujemy się wtedy zignorowane. I choć, co do zasady, kobieta pierwsza wyciąga dłoń do powitania (więc pozornie nie ma tu faux pas), to jeśli podchodzący do grupy kolega nie daje nam żadnej sposobności do tego, abyśmy mogły wyciągnąć do niego rękę, wtedy poczucie zignorowania jest uzasadnione.
Small talk to określenie, które przyjęło się w polszczyźnie. Sama rzadko je stosuję, gdyż wolę przyjaźniej brzmiącą „pogawędkę”. Small talk w Polsce kojarzyć się może głównie ze środowiskiem korporacyjnym. Właściwie słusznie, ponieważ tradycji niezobowiązujących (niefamiliarnych) pogawędek towarzyskich raczej u nas nie ma. Small talk wypełnia tę lukę na gruncie służbowym. Jest nieodzownym elementem biznesowej etykiety. Warto podpatrywać, jak zasady niezobowiązującej pogawędki działają w sferze biznesu i wprowadzać je do sfery towarzyskiej.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jeśli dążymy do tego, żeby w swojej garderobie mieć ubrania na „wszystkie możliwe okazje”, to trzeba mieć bardzo dużo różnych ubrań. W rzeczywistości, dopiero usystematyzowanie kwestii związanych z przeznaczeniem danego ubrania, czyli dopasowania go do konkretnej sytuacji sprawia, że z chaosu wyłania się pewien system, dzięki któremu ograniczamy niepotrzebne, przypadkowe zakupy.
„Jan w swoim gabinecie siedział na podłodze i zaznaczał w katalogu nowe książki. Resztę nocy spędził na ustawianiu na nowo pięciotysięcznego księgozbioru. Dzieła o historii Francji należały do jego dziadka, a angielska klasyka była moja, ale podstawę jego kolekcji stanowiły prace z dziedziny ekonomii w różnych językach, które gromadził przez ostatnie dziesięć lat”.*
Zachowanie zgodne ze sztuką savoir-vivre’u ma szansę wybrzmieć najmocniej w sytuacjach trudnych, nietypowych, a także – swobodnych, ponieważ swoboda kojarzy się potocznie z brakiem norm. Dla człowieka savoir-vivre’u jest jednak jasne, że te normy zawsze istnieją i dlatego stara się kultywować je także w sytuacjach niewymagających ceremonialności, zachowując się przy tym bezpretensjonalnie.
W dawnych zamożnych domostwach kredensem nazywano pomieszczenie do przechowywania zastawy stołowej oraz pokój dla służby podającej do stołu. Dzisiaj określenie to oznacza mebel do przechowywania naczyń i przyborów stołowych. O tych ostatnich, czyli o przyborach i naczyniach niezbędnych do uprawiania sztuki stołu będziemy dzisiaj mówić, przyglądając się dość dokładnie podstawowej zawartości kredensu.
Wiemy już (a dla mnie swego czasu było to odkrywcze), że savoir-vivre’owa towarzyskość nie polega tylko na utrzymywaniu relacji z krewnymi czy dobrymi znajomymi. Zasadniczo polega ona na umiejętności znalezienia się wśród obcych ludzi; na nawiązywaniu oraz podtrzymywaniu znajomości, w których drzemie potencjał rozwojowy. Podobnie rzecz się ma z kulturą i sztuką. Uczestniczenie w kulturze nie polega na obracaniu się tylko wśród tego, co znane. Polega raczej na zapoznawaniu się z takimi utworami artystycznymi – oglądaniu ich, czytaniu czy słuchaniu – które nie są jeszcze przez nas oswojone i do których nie jesteśmy przyzwyczajeni.
Gdybym miała wymienić najbardziej charakterystyczną cechę człowieka savoir-vivre’u, byłaby to odpowiedzialność. Obecnie słowo „odpowiedzialność” zaczyna kojarzyć się tylko i wyłącznie ze skutkiem niewłaściwego postępowania, z winą i karą. I choć ta zależność jest bardzo ważna, to jednocześnie słowo „odpowiedzialność” traci swoje drugie, głębokie znaczenie, którym jest dbałość i troska.
Najlepszą ozdobą stołu jest towarzystwo i dobre maniery. Reszta jest tylko miłym dodatkiem, niemniej warto zadbać o to, by ten dodatek elegancko wyeksponować, gdyż stół, mówiąc z odrobiną staroświeckiej egzaltacji, powinien być radością dla oczu, a goszczące na nim potrawy – rozkoszą dla podniebienia.
„Lekarz (…) powinien być czysty, dobrze ubrany, pachnieć pachnidłem, ale nie nazbyt. To sprawia dobre wrażenie na pacjentach. Lekarz nie powinien wyglądać zbyt ponuro ani zbyt wesoło. Ponurak zmartwi pacjenta, a roześmiany wesołek może być przez niego wzięty za idiotę”.
Hipokrates ( 460 p.n.e. – 375 p.n.e.), lekarz grecki.
Nie ulega wątpliwości, że wartością nadrzędną jest dla nas wolność, rozumiana jako możliwość dokonywania wyboru. Każdy z nas bierze odpowiedzialność za swoje wybory i za torowanie własnej życiowej drogi. Nikt tego za nas nie zrobi, bo nikt nie zna równie dobrze jak my sami własnych wobec życia oczekiwań. Każdy wybór, nawet nietrafiony – o ile jest wyborem samodzielnym – jest w gruncie rzeczy wyborem dobrym, bo wiele nas uczy.











