Najlepszą ozdobą stołu jest towarzystwo i dobre maniery. Reszta jest tylko miłym dodatkiem, niemniej warto zadbać o to, by ten dodatek elegancko wyeksponować, gdyż stół, mówiąc z odrobiną staroświeckiej egzaltacji, powinien być radością dla oczu, a goszczące na nim potrawy – rozkoszą dla podniebienia.
„Lekarz (…) powinien być czysty, dobrze ubrany, pachnieć pachnidłem, ale nie nazbyt. To sprawia dobre wrażenie na pacjentach. Lekarz nie powinien wyglądać zbyt ponuro ani zbyt wesoło. Ponurak zmartwi pacjenta, a roześmiany wesołek może być przez niego wzięty za idiotę”.
Hipokrates ( 460 p.n.e. – 375 p.n.e.), lekarz grecki.
Nie ulega wątpliwości, że wartością nadrzędną jest dla nas wolność, rozumiana jako możliwość dokonywania wyboru. Każdy z nas bierze odpowiedzialność za swoje wybory i za torowanie własnej życiowej drogi. Nikt tego za nas nie zrobi, bo nikt nie zna równie dobrze jak my sami własnych wobec życia oczekiwań. Każdy wybór, nawet nietrafiony – o ile jest wyborem samodzielnym – jest w gruncie rzeczy wyborem dobrym, bo wiele nas uczy.
Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego od zjedzenia owocu, na przykład jabłka. Z drugiej strony, kiedy na przyjęciu widzimy półmisek uginający się od malowniczo wyglądających różnorakich owoców, często zastanawiamy się jak je zjeść, nie brudząc się przy tym. I tu niespodzianka: okazuje się, że podawanie gościom na przyjęciu niesprawionych owoców jest kardynalnym błędem w tak zwanej sztuce stołu.
Klasyczny kod ubioru utożsamiany jest zazwyczaj z męską elegancją. Zawiera wskazówki dotyczące tego, jak ubrać się adekwatnie do sytuacji, a dodatkowo, oprócz ogólnych wytycznych, uwzględnia także szczegóły, które mają bardzo istotny wpływ na cały wizerunek, jak na przykład to, że w marynarce nie zapina się ostatniego guzika, mankiety koszuli powinny wystawać spod rękawów marynarki na ok. 1-2 cm, a dewizkę mocuje się na trzecim od dołu guziku kamizelki.
Leitmotiv Sztuki Wyboru brzmi: savoir-vivre najbardziej wyraziście wybrzmiewa w trudnych warunkach. Niewątpliwie do takich właśnie należą okoliczności i postawy, z którymi przychodzi nam się zmierzyć po kłótni. Na wstępnie wyjaśnię, aby nie było wątpliwości, że używając słowa „kłótnia”, nie mam na myśli niezgody na czyjeś słowa lub czyny, sprzeczki, zaangażowanej dyskusji czy negocjowania swojej racji lecz ordynarną pyskówkę, krzyki, rozdrapywanie zasklepionych ran i używanie argumentów ad personam.
Przełom marca i kwietnia to właściwy czas na przygotowanie garderoby do sezonu wiosenno-letniego oraz na dokonanie przeglądu i konserwacji garderoby jesienno-zimowej. Zakładając, że w październiku poprzedniego roku należycie zadbałyśmy o lekkie ubrania zanim odłożyłyśmy je na pół roku do szafy, przygotowania konfekcji do sezonu nie powinny zająć dużo czasu ani energii. Ponieważ jednak nie zawsze udaje się zrealizować szlachetne zamierzenia, przypuszczam, że część z nas schowała lekkie ubrania w pośpiechu i bez poświęcania im szczególnej uwagi. Teraz jest więc dobry czas, aby nadrobić zaległości porządkowe.
Kiedy dwanaście lat temu przygotowywałam się do założenia bloga o kulturze życia codziennego nie wiedziałam, w którą stronę rozwinie się ten pomysł i czy w ogóle się przyjmie. Jednak już wtedy myślałam o savoir-vivrze nie tylko jako o stylu życia, a nawet nie tylko jako o stylu bycia, ale jak o tożsamości. Świadczy o tym schemat, który rozpisałam jeszcze przed przystąpieniem do pracy i przed ostatecznym naciśnięciem guzika „opublikuj blog”. Do dzisiaj ten schemat pomaga mi usystematyzować i umieścić w odpowiednim kontekście tematy, które tutaj poruszam.
Dzisiaj chciałabym pokazać, jak wiele wspólnego mają stosunki międzyludzkie, które tutaj nazywam towarzyskimi, z dziedziną dyplomacji. I w zasadzie nie ma w tym chyba nic zaskakującego, gdyż zarówno stosunki oficjalne, czyli dyplomatyczne, jak i nasze codzienne, czyli towarzyskie, bazują na relacjach.
Reprezentacyjny to inaczej: okazale się prezentujący, związany z reprezentowaniem kogoś lub czegoś. Można reprezentować na przykład swój kraj, region, z którego się pochodzi, miasto, szkołę, uczelnię, rodzinę, a także wartości oraz idee.
Chciałabym przypomnieć, szczególnie dla nowych Czytelników, że wszystko, co tutaj piszę, odnosi się do pewnego uniwersalnego wzorca, można chyba powiedzieć, że do archetypu savoir-vivre’u, który staram się wyekstrahować, głównie z literatury. Usiłuję pokazywać tu czystą ideę, którą każdy w realnym życiu może urzeczywistniać na swój własny sposób oraz zgodnie z indywidualnymi możliwościami, potrzebami, czy też aspiracjami.
W kodzie ubioru strój domowy należy do kategorii swobodnej. Kiedy jesteśmy w domu, nie podlegamy presji ani formalnym ograniczeniom. W sferze prywatnej zachowujemy się w sposób naturalny, a od ubrania wymagamy, by nie krępowało ruchów, czyli było przede wszystkim wygodne, a także praktyczne. Ten sam wymóg dotyczy pantofli domowych.
Wprawdzie książki w wersji papierowej podobno odchodzą do lamusa, jednak kiedy popatrzymy na uginające się pod ich ciężarem półki w księgarniach, trudno jednoznacznie odnieść takie wrażenie. Dla człowieka savoir-vivre’u książki w domu, chociażby mała biblioteczka zawierająca najważniejsze przeczytane w życiu tytuły, to oczywistość. Jest to element kapitału kulturowego uprzedmiotowionego, jak obraz olejny, porcelanowa filiżanka czy stara rodzinna fotografia, tworząca ciągłość z przeszłością i ratująca nas od chaosu i zawieszenia w próżni. Niemniej domowa biblioteczka, jak każdy zbiór kolekcjonowanych elementów, wymaga zadbania: przemyślenia, porządkowania oraz wzbogacania zbioru o kolejne tytuły.
Pisząc „łut szczęścia”, mam tu na myśli nie tyle zbieg pomyślnych okoliczności, co raczej powodzenie w różnego rodzaju przedsięwzięciach i sytuacjach życiowych. Czasami bywa tak, że coś spada komuś z przysłowiowego nieba, lecz w gruncie rzeczy powodzenie i skuteczność w osiąganiu zamierzonego celu zależy w dużej mierze od przygotowanego wcześniej zaplecza. Szczęście sprzyja przygotowanym.











