Internet bardzo skrócił dystans pomiędzy ludźmi. Z czasem zaczęliśmy przenosić zwyczaje z sieci do realnego życia. Niemały wpływ na skrócenie dystansu miały też zwyczaje korporacyjne, przybyłe głównie z krajów anglojęzycznych, gdzie forma mówienia do wszystkich po imieniu wynika tak z mentalności, jak i z przymusu gramatycznego.
(więcej…)
W panowaniu nad emocjami leży klucz do harmonijnego współżycia między ludźmi. To umiejętność, która jest nieodłączną częścią savoir-vivre’u i kultury. W dzisiejszym świecie, gdzie stres i napięcia są powszechne, umiejętność kontrolowania swoich emocji staje się coraz bardziej cenna. Uściślę, że kontrola emocji nie oznacza tu ich tłumienia czy ukrywania. Chodzi raczej o zdolność do rozpoznawania swoich uczuć i wyrażania ich w sposób konstruktywny i odpowiedni dla danej sytuacji.
Nie ma chyba wymowniejszej formy wyrażającej stan radosnego uniesienia niż taniec, szczególnie dzielony z drugą osobą. Mam jednak wrażenie, że przyjęcia weselne to ostatnie miejsca, gdzie literalnie ostała się jeszcze tradycja tańczenia w parze. Jednak trochę szkoda, że nie mamy dzisiaj wielkich możliwości, by swoje umiejętności – jeśli je nabędziemy – wykorzystać i zaprezentować na parkiecie tanecznym, bo ile razy w życiu bywa się na weselach?
Kwiaty mają niezwykłą moc przekazu. Mogą wyrazić miłość, wdzięczność, sympatię. Są uniwersalnym symbolem piękna i delikatności, a wręczenie komuś kwiatów jest jednym z najbardziej eleganckich gestów, który ma w sobie ponadczasowy wdzięk. Savoir-vivre uczy nas, że kwiaty są właściwym środkiem wyrazu przy różnych okazjach – od urodzin po śluby czy pogrzeby. Podarowanie kwiatów to kulturalny gest, który podkreśla naszą uprzejmość oraz szacunek dla obyczajów. I choć świat się zmienia, to wartości takie jak elegancja i obyczaje są nadal ważne, a wręczanie kwiatów jest pięknym sposobem na wyrażenie uczuć i zadbanie o estetykę relacji. Mając to wszystko na uwadze w dzisiejszym wpisie przypomnę podstawowe zasady kwiatowej etykiety.
W dzisiejszym wpisie zastanawiam się nad tym, czym w gruncie rzeczy jest dla nas tęsknota za dawnymi czasami wyrażająca się w stwierdzeniu „kiedyś było lepiej”. Zazwyczaj ludzie w pewnym wieku mówią tak o czasach swojej młodości. Zdarza się jednak, że nawet młodzi ludzie, uwiedzeni pięknem literackich opisów, tęsknią za czasami mocno odległymi i diametralnie różnymi od współczesnych pod względem obowiązującej mentalności. Za czym w takim razie właściwie tęsknimy?
Restauracja bardzo mocno związana jest ze savoir-vivre’owym stylem życia. Fakt, że osoby, które nas obsługują (kelnerzy, szefowie sali, szefowie kuchni) zobowiązane są do drobiazgowego przestrzegania etykiety, czyni z tego miejsca w pewnym sensie sprawdzian również dla naszego stylu bycia.
Restauracja to celebrowanie: chwili, miejsca, towarzystwa, a przede wszystkim – jedzenia. Może to być doświadczenie estetyczne, wnoszące w codzienne życie trochę urozmaicenia.
Zawsze jesienią cieplej i bardziej wnikliwie zaczynam myśleć o domu. Oczywiście mówiąc „dom” nie mam tu na myśli budynku wolno stojącego, a przestrzeń, która kształtuje naszą osobowość i zaspokaja podstawowe mentalne potrzeby, takie jak potrzeba bezpieczeństwa, przynależności i tożsamości. Jeśli dom jest tworzony, prowadzony, doglądany z pełnym zaangażowaniem to bywa, że odwdzięcza się czymś, co nazwać można genius loci, czyli duchem opiekuńczym danego miejsca. To oczywiście ujęcie metaforyczne, które można rozumieć w taki sposób, że dana przestrzeń staje się jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, wyzwalająca sprawczość, świadomość swoich intelektualnych i emocjonalnych możliwości.
Jeśli ktoś czyta Sztukę Wyboru w miarę regularnie, to wie, że niespecjalnie lubię typowe książki o etykiecie i savoir-vivrze rozumianym w sposób uproszczony, a koncentruję się raczej na wyciąganiu wskazówek z literatury pięknej oraz z książek o tematyce socjologicznej. Staram się odnajdywać tam coś więcej, niż mogą zaoferować popularne poradniki i podręczniki dobrego wychowania oraz ogólnie – dobrego życia.
Powiedzmy to sobie otwarcie: żadna z nas nie rodzi się z doskonale wypracowanym, klasycznym gustem, opanowana i oczytana. Tych cech nabieramy (jeśli jesteśmy nimi zainteresowane) podczas dorastania, dojrzewania, na podstawie różnych życiowych doświadczeń, a więc – w procesie edukacji i transformacji.
Co sprawia, że jedne rzeczy (zjawiska, twórczość, idee, przedmioty) postrzegamy jako wyszukane, wartościowe, a inne jako pospolite, niewarte uwagi? I czy gust można w sobie ukształtować? Jedno jest pewne: jeśli chcemy patrzeć na świat przez pryzmat savoir-vivre’u, musimy zmierzyć się z tą refleksją.
Według definicji słownikowej (Wielki słownik języka polskiego PAN – polecam, świetne narzędzie) słowo „gust” ma trzy znaczenia. Jest to:
- poczucie piękna, harmonii i elegancji;
- to, co ktoś lubi i w czym znajduje przyjemność;
- zespół cech charakterystycznych dla czyjejś twórczości lub jakiegoś kierunku w sztuce.
Nas interesować będzie gust w pierwszym tego słowa znaczeniu, czyli w znaczeniu piękna, harmonii i elegancji, co na potrzeby wpisu nazywać będę gustem klasycznym.
Klasyczny gust
Skala pojęcia jest dość rozległa i mogą się w niej mieścić upodobania (zauważmy, że tutaj włącza nam się drugie znaczenie definicji) w stosunku do diametralnie różnych stylów, dziedzin czy kierunków. Łącznikiem zawsze jest to, że w ramach operowania klasycznym gustem wybieramy rzeczy od dobrych do najlepszych w swoim gatunku. Ważna jest jakość: materia, szczegóły, treść, dopracowanie, proporcje oraz współzależne istnienie wszystkich tych elementów razem.
Na pierwszym etapie kształtowania gustu klasycznego niezawodnym sposobem jest zwrócenie się w stronę prostoty. Przypomnę tutaj myśl Stanisława Ossowskiego: nie chodzi nam o tę prostotę, która przeciwstawia się złożoności, tylko o tę, która przeciwstawia się sztuczności.
W miarę nabierania wprawy w operowaniu prostotą – form, treści, szczegółów – można zacząć urozmaicać ją bardziej wyszukanymi, a nawet ekstrawaganckimi elementami. Dotyczy to całokształtu, czyli nie tylko ubioru, ale również przedmiotów, którymi się otaczamy oraz sposobu spędzania wolnego czasu i rozrywek.
Jak kształtować klasyczny gust?
Jeśli dążymy do ukształtowania klasycznego gustu, ważne są trzy płaszczyzny, na których będziemy „pracować”, czyli czynić wysiłki dla osiągnięcia naszego celu:
a)
Zainteresowanie kulturą i sztuką, dawną i współczesną, przynajmniej w podstawowym stopniu. Warto oglądać obrazy, wyposażenie wnętrz, stroje z różnych epok. Internet jest świetną bazą do poszukiwań, natomiast biblioteki – źródłem pogłębiania wiedzy.
b)
Oglądanie mody haute couture, która oferuje jakość i estetykę najwyższą z możliwych, często czerpiąc inspiracje właśnie ze świata sztuki i kultury. Przy okazji możemy wyrabiać oko, doszukując się elementów łamiących konwencję.
c)
Wyznaczenie sobie pewnego poziomu w ubiorze, zachowaniu i w sposobie spędzania wolnego czasu, poza który zasadniczo się nie wykracza, chyba że już bardzo świadomie i celowo. Gdy mamy kryzys mentalny oraz brak nam ochoty i sił aby wznosić się na szczyty wyrafinowania, warto szczególnie uważać na swoje wybory, bo do wygodnych rozwiązań i łatwych usprawiedliwień bardzo szybko i niepostrzeżenie można przywyknąć.
Metafora kulinarna
Z klasycznym gustem jest trochę tak, jak z kubkami smakowymi. Jeśli przyzwyczaimy je do posiłków naszpikowanych wzmacniaczami smaku i aromatu, to nie odczujemy przyjemności z jedzenia potrawy przygotowanej na parze, bo wyda nam się mdła. Aby w pełni odczuć niuanse smaku, potrzebny jest najpierw fast foodowy detoks, a potem powolne doświadczanie poszczególnych, łagodnych, naturalnych i uzupełniających się smaków.
Idąc tropem kulinarnej metafory, warto zauważyć różnicę: tradycyjne kuchnie kultur operujących różnorodnymi, aromatycznymi przyprawami, nawet w dużych ilościach, to nie jest to samo, co fast food.
Kształtowanie klasycznego gustu to nic innego, jak uważny i refleksyjny wybór, analiza treści i formy, niezależnie od tego czy patrzymy na rzeczy materialne, czy mamy do czynienia ze zjawiskami abstrakcyjnymi. To świadomość, otwarcie zmysłów oraz próba udzielenia odpowiedzi na pytanie: dlaczego to mi się podoba, a tamto nie. Gust, nawet w ramach klasyki, może, a nawet powinien, ewoluować, czyli stawać się coraz doskonalszym i coraz bardziej złożonym, rozwijając się w sposób stopniowy. Do tego są jednak potrzebne sprzyjające warunki: chęć przeobrażania się, podnoszenia sobie poprzeczki oraz zasób możliwości i zdolności do rozpoznawania różnicy, dostrzegania ważnych, acz niepozornych szczegółów. Bo piękno nie zawsze jest oczywiste, a jakość widoczna na pierwszy rzut oka.
Po co w ogóle kształtować gust?
Argument „bo tak wypada” jest w gruncie rzeczy bardzo dobrym argumentem. Trzeba tylko zastosować go z refleksją. Warto zastanowić się na przykład czy wykształcenie zobowiązuje do zachowania pewnego poziomu estetycznego? Moja osobista odpowiedź brzmi: tak, zobowiązuje, przy czym wcale nie mam tu na myśli jakiegoś bardzo elitarnego wykształcenia. Sadzę, że już na poziomie szkoły średniej warto zatroszczyć się o gust.
Bo pojęcie gustu poza wydźwiękiem estetycznym, ma też wymiar głębszy, filozoficzny, gdyż wiąże się z kompetencjami humanistycznymi, a te sprzyjają moralności (wciąż, pomimo strasznych rzeczy dziejących się na świecie, chcę w to wierzyć). Powtórzę, co na ten temat ma do powiedzenia Maria Ossowska:
„Kultura estetyczna nie gwarantuje kultury etycznej, ale jej sprzyja, przy niepewnej bowiem granicy między dobrem a złem wybór takiego a nie innego czynu bywa często wyłącznie rzeczą smaku”.
Dzisiejsze wykształcenie jest pozbawione obramowania kulturalnego, nie jest już nastawione na wartości humanistyczne, w tym estetyczne, i horyzontalny rozwój intelektualny wykraczający poza wymiar zawodu. W ten sposób tworzy się kultura specjalizacji, a właściwie, jak dobrze ujęła to jedna z Czytelniczek – szablonizacji.
Jeśli więc nie chcemy być tylko specjalistami, musimy radzić sobie samodzielnie.
Warto zauważyć, że pomiędzy kulturą wysoką a skomercjalizowaną papką tak zwanej kultury masowej istnieje naprawdę bardzo rozległe spectrum możliwości. Jeśli chcemy poznawać różne zasoby kultury i sztuki, nie trzeba (a może nawet nie należy?) od razu sięgać na najwyższą półkę, tylko metodycznie od artefaktów łatwiejszych do trudniejszych w odbiorze. Wtedy nasz gust będzie miał większe szanse na naturalną (i kulturalną) ewolucję.
Z punktu widzenia savoir-vivre’u, czyli gust w praktyce
Z tolerancji dla gustów innych wyrasta etykietalna zasada dostosowania się do środowiska lub towarzystwa, w którym się znajdziemy. Jeśli dostosowanie się jest ewidentnie ponad nasze siły, to albo nie przyjmujemy zaproszenia na spotkanie podając wiarygodny powód odmowy, albo – jeśli znajdziemy się w takim towarzystwie w sposób przypadkowy – staramy się w miarę szybko, ale zawsze uprzejmie, towarzystwo opuścić.
Jeśli natomiast świadomie decydujemy się uczestniczyć w spotkaniu, o którym wiemy, że będzie odbiegać od naszych gustów, musimy uzbroić się w cierpliwość i dużą dozę dystansu, przede wszystkim w stosunku do samych siebie. Komentowanie czy okazywanie niechęci („łaskawie przyszedłem, ale bardzo kiepsko się tu bawię”) jest, nomen omen, w bardzo złym guście.
Takim sprawdzianem savoir-vivre’owej tolerancji są dla niektórych biesiady z nieodłącznym podkładem muzycznym disco polo albo spotkania rodzinne, na których rubaszny wujek opowiada po raz kolejny te same dowcipy, a ciotka zadaje niezręczne pytania. Co począć jeśli nie chcemy manifestować swojej niechęci, żeby nie sprawiać tym jednak przykrości gospodarzom? Przyjmując odpowiedni dystans do sytuacji, przetrwamy. W końcu jesteśmy dorośli.
Pozdrawiam ♥
Zdjęcie tutułowe: fotos z filmu Podróż na sto stóp (The Hundred-Foot Journey) – uroczego filmu fabularnego z 2014 roku w reżyserii Lasse Hallströma. Film używając metafory kulinarnej opowiada o różnych kulturach i co za tym idzie różnych gustach, które jednak łączy klasyczna zasada piękna i dążenia do doskonałości.
Dzisiaj przychodzę tutaj z krótką refleksją, która nasunęła mi się po przeczytaniu komentarza pod wpisem „DIY, czyli czy robienie wszystkiego samodzielnie jest eleganckie?”. Jedna z Czytelniczek przedstawiła tam ciekawy punkt widzenia, dotyczący funkcjonowania w codziennym życiu. Sądzę, że warto tę myśl rozwinąć, co zrobię, przyjmując perspektywą zgodną z intencją autorki komentarza.
Ubrania, które wybieramy do garderobianej bazy powinny charakteryzować się kilkoma cechami: prostotą, stonowanym kolorem, klasycznym fasonem i wysoką (w ramach naszych możliwości finansowych) jakością. Takie jest założenie bazy: budujemy ją za pomocą ubrań gatunkowych i klasycznych po to, by była czymś stałym. Baza, tak jak fundament przy budowie domu, powinna być na tyle mocna, by dawać nam poczucie bezpieczeństwa w każdych okolicznościach.
W otaczającej nas rzeczywistości, a przynajmniej w tej bardziej stradycjonalizowanej jej części, ciągle jeszcze dobrze ma się przekonanie, że w życiu codziennym wszystko trzeba robić samodzielnie. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że to się bardziej opłaca, a także – jest bardziej „swojskie”.
Podstawowe reguły savoir-vivre’u są niezmienne i dotyczą wszystkich, bez wyjątku, sytuacji w życiu codziennym. Jeśli posiadamy tak zwany pakiet startowy, który zawiera narzędzia niezbędne do tego, by tworzyć dobre relacje z ludźmi i dobrą atmosferę w swoim otoczeniu, to będziemy w stanie zastosować je zarówno do prostych interakcji publicznych, jak i do głębokich więzi osobistych.